18 mar 2012

Dieta w wielkim mieście

Po rozpoczęciu diety odchudzającej jedzenie stało się dla mnie czynnością dokładnie zaplanowaną. Wcześniej raczej nie zastanawiałam się nad tym, co zjem następnego dnia czy jako kolejny posiłek. Po prostu jadłam to, na co w danej chwili miałam największą ochotę. Często wychodziłam z domu z pustym żołądkiem. Skutkowało to tym, że gdy zaczynałam być głodna mój mózg podpowiadał: "kup coś słodkiego, coś tłustego"!

 Od kiedy się odchudzam unikam "jedzenia na mieście". Staram się przygotowywać posiłki, które po kilkugodzinnym przechowywaniu w torebce nadal będą mi smakowały i nie będą w niej zajmowały dużo miejsca. Czasem jednak nie udaje mi się to. Z powodów, które przedstawię poniżej:
  •  Przed wyjściem z domu nie mam czasu, aby coś przyszykować.
  • Poprzedniego dnia wieczorem wracam zbyt późno i po prostu nie chce mi się.
  • Nie posiadam odpowiednich produktów.
  • Wiem, że- zwłaszcza w porze obiadowej- będę w towarzystwie kogoś, kto też będzie głodny. Wtedy rozwiązanie polegające na tym, że ja wyciągam w restauracji plastikowe pudełko z mniej lub bardziej apetycznie wyglądającą zawartością, a druga osoba coś zamawia raczej nie wchodzi w rachubę.
  • Mam ochotę zjeść coś innego niż zwykle gotuję, w innej scenerii...
  • ... lub po prostu nie mam ani odrobiny ochoty na siedzenie w kuchni.

W takich sytuacjach korzystam z bogatej (?) oferty krakowskich knajpek, restauracji i barów. Niestety często jest tak, że w menu nie znajduję nic co spełnia moje kryteria dietetycznego obiadu, bo tego posiłku problem ten dotyczy najbardziej.  Zależy mi aby:
 
  • Danie zawierało dużo białka i warzyw, mało węglowodanów (ale za to z dużą zawartością błonnika) i znikomą ilość tłuszczu.
  • Cena dla obiadu nie przekraczała 20 zł.
  • Czas realizacji zamówienia był krótki.
  • Miejsce "miłe i niezobowiązujące".






Wierzę, że istnieją takie lokale, których menu zawiera takie pełnowartościowe i niskokaloryczne pozycje. W ramach tego bloga chcę tworzyć projekt o mało oryginalnej, aczkolwiek bogatej w skojarzenia nazwie "Dieta w wielkim mieście".  Mam nadzieję, że nie tylko mi przyda się taki przewodnik po miejscach przyjaznych osobom dbającym o linię :).





6 komentarzy

  1. We Wrocku jest kilka takich miejsc i rzeczywiście za niewielką kasę można zjeść zdrowo, smacznie i (co dla mnie ważne, bo jestem wegetarianką) bezmięsnie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi będzie, jeśli napiszesz nazwy tych miejsc, bo wybieram się w lipcu do Wrocławia. Będę już wiedziała, gdzie mogę się stołować :)

      Usuń
  2. hejka Beatko,
    też walczę o talię osy i wspieram Cię z ukrycia od początku Twojej drogi. Dzięki blogowi jest miejsce na wsparcie jawne :)

    Jedzenie w krakowskich knajpkach to faktycznie nie lada wyzwanie. Większość ludzi z obsługi nie potrafi odpowiedzieć na pytania o sposób przyrządzania potraw, surówki są słodzone a warzywa z pary omaszczone masłem.
    Są jednak wyjątki. Polecam North Fish - choć trochę jest drogo, i Olimp.

    OLIMP znajdziemy w galeriach handlowych i na Krupniczej. Sami decydujemy co ląduje na talerzu wybierając dania z oferty szwedzkiego stołu. Wszystko jest ważone i przystępnie wycenione. Trzeba tylko uważać, żeby się nie skusić na zupę GRATIS. Zazwyczaj jest niesmaczna i pełna rozgotowanych niewartościowych węgli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale się cieszę, że Karolina powiedziała Ci o moim blogu, a Ty go odwiedziłaś! Bardzo dziękuję za wsparcie i motywację- całkiem jawną! Przecież jak jestem u Was (a wypada to tak raz na miesiąc) to zawsze słyszę od Ciebie, że schudłam :)

      Znalazłam już kilka miejsc, które nawet nadają się na "miejsce przyjazne odchudzającym się", ale w North Fishu ani Olimpie nie byłam. Jestem pewna, że skorzystam z tego drugiego skoro jest w takich dobrych miejscach!

      Usuń
  3. glonojad-wegetarianskie obiadki
    chimera-sama wybierasz co chcesz zjesc, duzo warzyw i kielkow
    papuamu- naprzeciwko schindlera. ekologiczne jedzonko, bardzo smaczne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chcę konieczne odwiedzić to papuamu, nie słyszałam o nim. Dzięki za info :)

      Usuń

TOP