16 lip 2012

Historia odchudzania

Oglądając kolorowe czasopisma widzimy mnóstwo pięknych kobiet. Brunetki, blondynki, rude. Długowłose, krótko- i z lokami. O różnych kolorach skóry. W kształcie klepsydry lub bardziej androgyniczne. Umięśnione lub wiotkie. Ale prawie wszystkie z nich są szczupłe (według badań z 1985 roku- 94 %. Ciekawe ile jest teraz?). Mało tego! Z analiz kobiecych sylwetek przedstawianych na łamach Playboy'a w latach 1959-1978 oraz kontynuowanych później wynika, że przez ten czas stały się one znacznie chudsze. A wraz z tą tendencją wzrosła... liczba publikowanych diet odchudzających. 

Na przestrzeni wieków ideały kobiecego ciała i sposoby osiągania go były różne. Ciekawy ich przegląd został pokazany tutaj.   Jak pisze Ewa Awdziejczyk w książce Tosty i Posty
"Poza rzadkimi okresami w historii, gdy akceptowane były "rubensowskie kształty", ideałem pozostawała kobieta szczupła albo chuda. Nic dziwnego więc, że historia ciała kobiety to niemal w całości dzieje odchudzania".
Myślę, że każdy z nas słyszał nazwę przynajmniej jednej z tych diet: Dieta South Beach, Dukana, Kopenhaska, Montignaca, Atkinsa itd.  Powstały one na przestrzeni ok. 50 lat. Jak w takim razie odchudzano się wcześniej? Czy istniały jakieś "cudowne" niegdyś diety, o których już zupełnie zapomniano?

Otóż, jak zostało napisane w cytowanej już wcześniej książce, dopiero pod koniec XX wieku zaczęły powstawać diety z różnymi zasadami, opisanym jadłospisem itd. Do tego czasu gdy lustro lub męskie spojrzenia (a raczej ich brak) - bo przecież nie waga!- wskazywały, że kształty danej kobiety są bardziej okrągłe niż innych, po prostu przestawała ona jeść. A wywoływane tym choroby, omdlenia były postrzegane jako dowód wrażliwości. Co więcej, przez stulecia czynność jedzenia była w pewien sposób zarezerwowana dla mężczyzn. Kobiety w tych czasach zaledwie "skubały" co nieco ze stołu, a te objadające się mogły być uznane za prostaczki.

Idealna kobieta w XVIII wieku była muskularna i duża. Ale szybko przestała być doceniana i w kilkadziesiąt lat później "zastąpiono ją" wiotką i kruchą. Sylwetkę korygowano gorsetem, a gdy to było za mało, niektóre kobiety poddawały się operacji usuwania żeber. Wyobrażacie to sobie? Skutki uboczne były straszne- przemieszczenia organów wewnętrznych- nerek, wątroby, i poważne problemy zdrowotne.


 Pamiętacie, jak wyglądał najmodniejszy kobiecy strój w latach dwudziestych? Proste sukienki i spódnice bez zaznaczonej talii, w żaden sposób nie podkreślające bioder lub biustu. Ideałem była chłopięca sylwetka. Aby ją osiągnąć kobiety znały już bardziej "wymyślne" sposoby, niż po prostu ścisły post. Paliły papierosy, chodziły na masaże i chłodne natryski, godzinami uprawiały sport oraz... stosowały dietę. W tych czasach najmodniejsza była hollywoodzka, polegająca głównie na jedzenie grejpfrutów i nieprzekraczaniu 800 kcal na dobę.



W okresie II wojny światowej kobiety musiały jeść aby być silne fizyczne.
W latach 50' ceniono te o pełnych biodrach i dużych piersiach (z uwagi na konieczność zwiększenia przyrostu naturalnego) a moda tych czasów podkreślała te cechy. Bielizna modelująca ciało, która wtedy powstała, miała pomagać w uzyskaniu zadowalającego efektu. Żeby nie było zbyt obiektywnie- kocham modę tych lat!

Źródło: funpage na facebook'u Gosha Stylizacje Metamorfozy Szkolenia
Pojawienie się na wybiegach niezwykle szczupłej modelki- Twiggy spowodowało, że kobiety pragnące ubierać się zgodnie z ówczesnymi trendami na gwałt zaczęły poszukiwać sposobów na uzyskanie odpowiedniej figury. Na ten okres datuje się też, paradoksalnie, rozpoczęcie badań nad otyłością! A ich efektem stała się dieta Cambridge (czyli posiłki w proszku).



W 1963 roku Amerykanka Jean Nidetch, wyciągając odpowiednie wniosku z powiedzenia "Syty głodnego (czyli tego na diecie) nie zrozumie", założyła pierwszą grupę wsparcia dla odchudzających się. Weight Watchers, bo tak się nazywali, zamiast liczenia kalorii stosowali system punktowy i tracili na wadze. Pamiętam, że jak byłam młodsza to marzyłam, aby należeć do takiej grupy. A teraz proszę- można się wspierać w internecie!

Dieta Atkinsa powstała także w latach sześćdziesiątych, ale zasłynęła dopiero w 90'. Jej podstawą było białko i tłuszcz. Rezygnowano z węglowodanów, co oczywiście powodowało szybki spadek wagi.

Lata 90' XX wieku to czas bezwględnego panowania diet- pisze Awdziejczyk i wymienia ich dziesiątki, np.: oparta na fazach Księżyca, dla młodych matek, bioskładnikowa, chronometryczna, dobrych kalorii, makrobiotyczna itd, itd. Wszystkie oczywiście CUDOWNE, bo po co stosować inne? Autorka przytacza też obliczenia Johna Hopkinsa, amerykańskiego dietetyka- w USA powstało 29 000 (słownie: dwadzieścia dziewięć tysięcy) teorii odchudzania, a do wyboru w Internecie jest ok. 2 tysiące. Aha, i właśnie w tym momencie 22% kobiet zaczyna lub kończy jedną z nich (ciekawe czy jak jestem w trakcie to się zaliczam? ;-) )

Kolejne dieta XX wieku to Montignaca, opierająca się na indeksie glikemicznym spożywanych produktów. Rewolucyjna o tyle, że uwolniła od liczenia kalorii i pozwalała na spożywanie węglowodanów o niskim indeksie. Stosowany język korzyści i przyjemności zaskarbił jej wielu zwolenników

Modne w kolejnych latach diety: South beach, Dukana to jak dla mnie nihil novi. Wykorzystują  zasady diet Montignaca i Atkinsa, wprowadzając drobne modyfikacje.

Historia odchudzania to chyba Neverending story- często w wymiarze indywidualnym (oby tylko nie w moim przypadku, błagam!), jak i globalnym. Nowe diety wciąż powstają, dając wielu szansę na zdobycie szczupłej sylwetki. Ale najważniejszymi czynnikami warunkującymi ich skuteczność to przede wszystkim zdrowy rozsądek i konsekwencja.

Literatura:
Ewa Awdziejczyk/ Jan Bereza OSB, (2010). Tosty i posty. Kraków: Wydawnictwo Znak
Monika Bąk-Sosnowska, (2007). Pod presją kultury. Style i Charaktery, 2, 20-23

25 komentarzy

  1. Przyznam się, że nawet nie zdawałam sobie sprawy z istnienia tylu diet. Jedyne o czym więcej słyszałam i próbowałam to Dukan, ale to nie dla mnie. Później już tylko zdrowe i racjonalne żywienie (bez głodzenia się!). Niestety wiele dziewczyn podąża teraz nie tyle co za szczupłymi i wysportowanymi sylwetkami, a za wychudzonymi i kościstymi. Moda narzuca wiele schematów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś szczęściarą, że udało Ci się pozbyć nadwagi (jak przeczytałam na Twoim blogu) zanim poznałaś te wszystkie diety! Co do mody to fajnie jest być dobrze ubranym, ale nie należy się do niej ślepo dostosowywać, tylko wybierać to w czym się dobrze czujemy :)

      Usuń
  2. Boże, moda z lat pięćdziesiątych... Gdybym tylko mogła cofnąć się w czasie, wzięłabym chłopa swego i sru, do pięćdziesiątych! Do USA! Do błękitnego domku na przedmieściach. Aaaa...
    Kocham Twój wpis :) Napisałaś o tym, co ja ostatnio potraktowałam trochę po macoszemu, bo nie chciało mi się bawić w rozbijanie na części XX stulecia :D
    Uwielbiam to! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... I czesałybyśmy się u fryzjera, krochmaliły sukienki i piły koktajle ze słomek w kolorowe paski ;) Taak, nie wiem czy na długo, ale też bym chciała choć chwilę pożyć w tych czasach, głównie ze względu na ich walory estetyczne :)
      Dzięki za "słowa miłości" dla mojego wpisu! ;) Czuję się zmotywowana do tworzenia kolejnych tego typu!

      Usuń
    2. A ja bym przyjeżdżała na te babskie pogaduchy czerwonym kabrioletem :D

      Usuń
    3. No jasne, zapomniałam o tak istotnym elemencie! ;)

      Usuń
  3. bardzo! ciekawy post
    na szczęście nigdy żadna dieta mnie nie dopadła ;) staram się jeść zdrowo choć wpadki się zdarzają :) jem wszystko ale z rozsądkiem i nie jest źle ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Całe szczęście, że Cię nie dopadła! Ja z autopsji wiem, że głównym powodem mojego tycia było... odchudzanie tymi wszystkimi dietami! Dobrze, że w końcu dane mi było się przekonać, że najlepsze jest po prostu racjonalne odżywianie.

      Usuń
  4. Dla mnie ideałem jest Kate Upton - ani wychudzony wieszak, ani napompowany plus size...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie słyszałam wcześniej o takiej modelce. Tylko, że wciąż jest to modelka prezentująca głównie bieliznę i kostiumy kąpielowe (jak wynika z google grafika), a nie ubrania...

      Usuń
    2. Właśnie - jeśli wystające kości są takie piękne, to czemu do bardziej "rozbieranych" sesji zatrudniają kobiety o normalnych kształtach? Czyżby się ładniej prezentowały?

      Usuń
  5. Bardzo fajny artykuł! Wczoraj wysmarowałam długi komentarz ale mi go wcięło i się zniechęciłam. Jak mnie najdzie wena to napiszę od nowa. RK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To czekam na wenę ;)

      Usuń
    2. Przypłynęła wena więc postaram się po mojemu odpowiedzieć na pytanie, dlaczego kobiety chcą być szczupłe?
      Otóż wszystkim, jak zwykle, rządzi natura.
      Choć odpowiedź nie musi się każdemu spodobać, uważam, że chcą być szczupłe by podobać się mężczyznom. I to nie zawsze do końca świadomie. Jedna może powiedzieć, że dla zdrowia (ale przecież nie trzeba się głodzić dla zdrowia). Inna, że lepiej się czuje (swobodniej, pozbawia się kompleksów w kontaktach z innymi). Powodem może być także ukryta chęć rywalizacji z innymi kobietami, by być ładniejsza, szczuplejsza, lub choćby nie być gorsza od innych. Ale o co tak na prawdę jest ta rywalizacja między kobietami? No właśnie o mężczyzn. Wszak ładna i zgrabna ma większe szanse podbić czyjeś serce.
      Dlaczego mężczyźni lubią szczupłe kobiety? Po pierwsze dlatego, że wydają się przy nich więksi, silniejsi. Cóż może połechtać bardziej męskie ego, jak nie drobna, delikatna kobietka której to on, rycerz jest opoką w jej kobiecej nieporadności? Po drugie, jeśli kobieta jest szczupła, to znaczy, że nie jest w ciąży, ani w połogu, więc ma większe szanse na szybkie wyprodukowanie potomstwa. Podobnie sprawa się ma z talią - im jest ona węższa, czy im większa różnica między talią a biodrami tym lepsze warunki do reprodukcji. Dlaczego każda z kobiet chciałaby mieć duży (lub średni, a nie mały) biust? Bo mężczyźni kochają obfite biusty (oczywiście od reguł jak zwykle są wyjątki). A my kochamy mężczyzn więc chcemy być dla nich najpiękniejsze, czyli szczupłe, ładne, jędrne. Ostatnio czytałam wyniki badań, z których wnioski są następujące: mężczyźni konsekwentnie lepiej oceniają kobiety z pięknym ciałem i brzydką twarzą, niż z piękną twarzą i brzydkim ciałem. Smutne lecz prawdziwe. Na korzyść tych wynurzeń odniosę się do tego, że wiele kobiet po ślubie i porodzie tyje, przestaje o siebie dbać. Dlaczego? Bo już mężczyznę zdobyły i rozmnożyły się więc co mają wydziwiać ;)
      Jeszcze raz podkreślam, że od każdej reguły są wyjątki, jeśli jednak przyjrzymy się otoczeniu, okaże się, że dużo w tym racji.
      Renata

      Usuń
    3. Dziękuję Ci Renatko za taki długi i mądry komentarz.

      Zgadzam się z tym, że w dużym stopniu to natura tak nas "zaprogramowała", że chcemy być szczupłe aby mieć z tego wielorakie korzyści. Pytanie tylko- g d z ie s ą g r a n i c e t e j s z c z u p ł o ś c i? Jak z tego co napisałam w poście wynika- jest ona bardzo płynna. I wydaje mi się, że wpływ mediów oraz biologii mogą działać na siebie zwrotnie: media kreują pewien ideał, kobiety starają się go osiągnąć, aby być lepszymi w ogólnie pojętej rywalizacji. Wtedy on powszednieje, więc konieczne jest wykreowanie nowego ideału. Ale jak to zwykle bywa, wszystko "zależy" od wielu, wielu czynników, a tego typu schematy upraszczają jedynie czasem trudną do zrozumienia rzeczywistość. Bo też tych wyjątków, o których pisałaś, jest cała masa.
      Ogólnie zagadnienie cielesności i kultury jest ciekawe, bo przecież wpływ ten nie omija też i mężczyzn. Przecież analogiczne zjawiska, dylematy itd. dotykają też facetów, choć trudno miocenić w jakim stopniu i ew. jakie są tego negatywne skutki. To chyba temat na nowy wpis ;)
      W kwestii tych badań to ich wyniki nie wzbudzają moich emocji. W sumie- jedno i drugie można udoskonalać- a ciało stosunkowo łatwiej niż twarz.

      Usuń
  6. interesujące! ciekawy post ;) korzystając z okazji zapraszam cię serdecznie na rozdanie, które organizuje

    OdpowiedzUsuń
  7. Dużo się zmieniło na przestrzeni lat:) Dziękuje za wpis:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czasy się zmieniają i ludzie się zmieniają, szczerze to czasami się zastanawiam dokąd dążymy - promowanie anorektycznie chudych "ideałów" do niczego nie doprowadzi, coraz więcej teraz blogów promujących anoreksję czy bulimię. Ostatnio oglądałam nawet program o 8 letniej (tak, tak, ośmioletniej) anorektyczce! Jak dla mnie ideałem jest smukła i wysportowana sylwetka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doznałam szoku czytając o tej 8-letniej anorektyczce! Takie małe dzieci trzeba chronić przez zbyt szerokim dostępem do mediów.

      Co do blogów pro-ana to wydaje mi się, że to zaburzenie odżywiania jeszcze bardziej się rozprzestrzenia, bo dziewczyny- całkiem anonimowo- mogą się wspierać w przestrzeganiu tego całego dekalogu, od którego czytania ciarki mi biegną po plecach!

      Usuń
  9. super post :) uwielbiam takie przekroje historyczne dotyczące tego czym się interesuje. gratuluje bo jest naprawdę genialny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! Też mnie bardzo zainteresowało to zagadnienie, dlatego podzieliłam się nim na blogu. Planuję więcej wpisów tego typu, tylko chcę się do nich porządnie przygotować.

      Usuń
  10. Witam
    Pojawiła się nowa opcja dotycząca Spisu Blogów o odchudzaniu w którym ten blog jest jest zapisany: Dzięki temu spis będzie mógł jeszcze bardziej promować tego bloga :) Więcej informacji pod linkiem : http://bycidealna.blogspot.com/2012/07/nowy-spis-blogow-o-odchudzaniu.html

    Prosiłabym o przesłanie koło 3 ciekawych linków z tej strony.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Tez maam slabosc do lat 50. Niesamowicie podoba mi sie taki styl. Ciekawy post.:) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

TOP