22 paź 2012

"Dziennik diety", czyli nowa strona w blogu

Edycja 4 stycznia 2013: W najbliższym czasie zawieszam mój "Dziennik diety". W okresie z wieloma okazjami do świętowania (a takimi miesiącami są dla mnie listopad i grudzień) prowadzenie go bardziej mnie stresowało, niż motywowało. Być może jeszcze kiedyś do niego wrócę :-).

Zainspirowana blogiem 'Postanowienie Noworoczne'  i kilkoma innymi założyłam "Dziennik diety", aby zmotywować się do schudnięcia ostatnich 7 kilogramów, a tym samym zrealizowania postanowienia o zrzuceniu 20 kilogramów.
Mój proces odchudzania trwa od 13 lipca 2011 roku. Robię to pod kontrolą dietetyka (spotkania mam co 3 miesiące). Chudnę bardzo powoli, ale właściwie bez wyrzeczeń i odkładania normalnego życia na później. 
Od sierpnia tego roku utrzymuję cały czas wagę 72 kg (+/- 0,5 kg). Brak spadku przypisuję w niewielkim stopniu zwiększonej aktywności fizycznej (jak wiadomo mięśnie ważą więcej niż tłuszcz), ale przede wszystkim temu, że nie zachowuję odpowiedniego deficytu dostarczanych kalorii, aby nadal chudnąć. Rzadko przeczekuję głód, bardzo często zdarza mi się jeść coś bardziej treściwego niż to, co powinnam. Oraz... częściej oddaję się mojej pasji, czyli wypiekom, które wcześniej ograniczyłam tylko do bardzo specjalnych okazji. Jestem bardzo dumna z siebie, że mimo wszystko nie popadłam w "jedzeniową rozwiązłość", ale nudzi mnie już ta sama liczba na wadze i chciałabym przyspieszyć osiągnięcie wymarzonej wagi.
źródło
Wybrałam taką formę, ponieważ zapisywanie tego, co jem pokazuje mi dokładnie, gdzie popełniam jakieś błędy. Stosuję też oceny za każdy dzień i za pomocą pliku w Excelu obliczam średnią z danego okresu. Robienie tego "przed publicznością", czyli na blogu, nie pozwoli mi głównie na oszukiwanie siebie, ale też będzie dla mnie ciekawszą formą, niż zapisywanie tego gdzie indziej. Oczywiście wzmocni to też moją motywację, która spadła nieco na skutek długiego trwania procesu i tego, że odkładam na później schudnięcie tych 7 kilogramów, bo "teraz nie mam siły na odchudzanie, a poza tym to już ostatnia prosta na drodze do posiadania takiej figury, o jakiej marzę". Jakby nie było, to jednak sporo, więc chcę się wziąć do roboty :-)
Co do  społecznej przydatności ;-) "Dziennika diety" to może on być inspiracją do planowania swojego menu, jak również pokaże, że na diecie wcale nie trzeba się głodzić oraz jeść nudno i bez smaku.

Proszę o zaglądanie od czasu do czasu i kontrolowanie tego jak mi idzie ;-)

20 komentarzy

  1. dokładnie z tych samych powodów zaczęłam prowadzić swój dziennik :)
    takie spisywanie bardzo pomaga mi się kontrolować, a poza tym jestem bardziej świadoma ;)
    bardzo dobrze, że nie przeczekujesz głodu, ponieważ jeśli doprowadzasz do głodu wszystko co zjadasz jest magazynowane przez organizm na wypadek głodu właśnie zamiast być spalane na bieżąco
    dlatego najlepiej jest jeść mniej więcej co trzy godziny - wtedy organizm przyzwyczajony jest do regularnych dostaw energii i spala na bieżąco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa informacja z tym głodem. Niestety wydaje mi się, że ostatnio taka wielkość porcji, jaką jadłam normalnie mi nie wystarcza i albo nie czuję sytości po posiłku (dodam, że zawsze jem bardzo wolno, na co wiele osób narzeka ;), albo o wiele szybciej robię się głodna i nie jestem w stanie wytrzymać nawet tych 3 godzin. Ale ostatnio doszłam do wniosku, że będę jeść po prostu wtedy taki posiłek, jaki mam w planie następny (np. wcześniej obiad), a nie podjadać, bo a nuż potem już będę się czuła długo najedzona!

      Usuń
    2. zerknij sobie na ten artykuł:
      http://projektpostanowienienoworoczne.blogspot.co.uk/search/label/artyku%C5%82%20Leny%20Jasi%C5%84skiej%20%27Aby%20do%20diety%27
      przemycałam go przez kilka postów ;)
      autorka świetnie i z humorem opisała 'problem' :D

      miałam podobnie jak Ty, z czasem organizm się przyzwyczaja i 'woła jeść' o określonych godzinach
      kiedy robię się głodna zawsze coś zjadam mając w myślach późniejsze magazynowanie zapasów przez mój organizm ;D

      Usuń
    3. Dziękuję za tego linka- przepraszam, że dopiero teraz go zauważyłam!

      Usuń
  2. 3mam kciuki więc za ciebie;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też prowadzę zapiski. Teraz nawet zakupiłam sobie specjalny dziennik diety i będę go skrupulatnie wykorzystywać przez 3 miesiące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam o tym dzienniku i jego idea bardzo mi sie spodobala,ale wiem,ze u mnie najlepiej sprawdza sie uzupelnianie takich rzeczy w komputerze:-)

      Usuń
  4. Też prowadzę taki dziennik ale niestety dość nieregularnie.
    Już po kilku dniach odkryłam, że wcale nie jem tak mało jak myślałam :P Okazało się również, że to co jem nie jest ostatecznie takie złe, ale jak mnie najdzie na podjadanie to te małe "przekąski" są głównymi winowajcami. Tu ciasteczko, tam czekoladka i okazuje się, że to w tym tkwi chyba największy problem. Trzymam kciuki i mam nadzieję że zmotywuje mnie to do prowadzenia i swojego dziennika bardziej regularnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze,że w ogóle sobie to uświadomiłaś i wiesz,gdzie popełniasz ewentualne błędy. Co do podjadania to niektórzy mówią,że jedzą raz dziennie- od rana do wieczora:-P

      Usuń
  5. Powodzenia w prowadzeniu dziennika :)też taki mam ale na biurku w zeszycie sobie sprawdzam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję,że u Ciebie Twój dziennik sełnia swoje zadanie na piątkę!

      Usuń
  6. Witaj. To trzymam kciuki za utratę tych ostatnich kilogramów. Bo najłatwiej traci sie właśnie te pierwsze a potem to już brak motywacji. Dobrym sposobem są aeroby i spalacze tłuszczu, które należy brać stopniowo i stopniowo idstawiać.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja stawiam na aeroby i dietę. Suplementy są chyba sporym wydatkiem.

      Usuń
  7. hehe, trzymam kciuki:)
    też powinnam o tym pomyśleć:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nawet prowadzenie takiego dziennika przez jakiś czas uświadamia, co robimy w sposób, który nam nie służy :)

      Usuń
  8. Dziennik diety to świetna motywacja ;) Kiedyś prowadziłam taki na vitalii i z tego co pamiętam czasami powstrzymywałam się przed zjedzeniem czegoś "zakazanego" tylko dlatego, że wstyd by mi było o tym napisać publicznie ;P

    trzymam kciuki za Ciebie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak jest- świadomość tego, że zobowiązałam się do pisania tego co jem publicznie hamuje mnie przed zjedzeniem czegoś dodatkowego. Dotychczas podczas mojego odchudzania nie było mi to potrzebne, ale właśnie ostatnio ciężko mi się pohamować.

      Usuń

TOP