24 gru 2012

O dobrej wierze i życzeniach


Wszyscy słyszeliśmy to niejednokrotnie. Całkiem możliwe, że nawet sami czasami tak mówimy: "Zobaczyć to uwierzyć".
 Ale w filmie  Śnięty Mikołaj elf Judy przedstawia to inaczej: "Zobaczyć to nie uwierzyć. Uwierzyć to zobaczyć". I oczywiście to samo czytamy w Biblii w dobrze znanym, pięknym fragmencie: "Wiara zaś jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy" (Hbr 11,1).
Świat funkcjonuje dzięki wierze. Kruchej, ale nieustępliwej. Powszechnej, ale osobistej. Wierze bez wysiłku, ale czasami żmudnej i mozolnej (...).
Wiarę, rozumianą jako "zaufanie" i "zawierzenie", praktykujemy bez przerwy, co dnia. W naszym codziennym życiu na jego najbardziej podstawowym poziomie kierujemy się bezustannie i automatycznie wiarą. Można powiedzieć nawet, w sensie świeckim, że cały czas żyjemy wiarą, poczynając od spraw wielkich, na najbardziej przyziemnych drobiazgach kończąc. Wierzymy w dobroć innych ludzi, w zasadę grawitacji, wierzymy diagnozie lekarzy, nawet temu, co napisano w encyklopediach.
Na poziomie duchowym wiara to podejmowanie ryzyka. Widać to najwyraźniej w przypadku dziecka. Każdego dziecka. Ponieważ to właśnie w sercu dziecka płonie ona najjaśniejszym blaskiem.
Tak jak u Diane.

Kiedy dzieci pochlapały się już wodą do woli,(...) tata powiedział, że weźmie je teraz na drugą stronę basenu (...).
- Chodźcie, poskaczemy z trampoliny!- zachęcił ich tata.
(...) Diane puściła młodszą siostrę przed sobą  i przyglądała się, jak Wanda z wahaniem doszła do końca trampoliny i spróbowała się odbić, rozłożywszy szeroko ręce (...).
- Teraz twoja kolej, słonko!
Diane odliczyła w pamięci pięć stopni drabinki. Dwa razy. Kiedy wchodziła na nie powoli i schodziła szybko, zdjęta strachem.
- Nie bój się!- zawołał z dołu tata.
Diane wdrapała się w końcu po drabince, czując, jak drżą jej kolana. Szła powolutku po desce, a kiedy dotarła do jej końca, zacisnęła kurczowo palce nóg na jej krawędzi. Mokra i dygocąca, bardziej ze strachu niż z zimna, szczękając zębami, spoglądała hen, hen w dół, gdzie stał w wodzie tata.
- Skacz! Złapię Cię!- dodawał jej odwagi.
I Diane zaufała mu. Rzuciła się w dół. Prosto w jego ramiona.

Czasami musimy zdobyć się na odwagę i iść krok dalej, nawet jeśli brak nam pewności lub jeśli- jak czasami bywa- nawet nie widzimy drogi. Na tym właśnie polega wiara. Ufając, stwarzamy w sobie więcej wiary, wzmacniamy naszą wiarę. W tatę. W samych siebie. W Boga. A wiara prowadzi oczywiście do zwycięstwa.
I dlatego wciąż słyszymy zachęty do tego, by budować własną wiarę:
Nie trać wiary.
Podtrzymuj swą wiarę.
Wiara przenosi góry.
Kiedy polegamy na wierze, rośniemy w siłę. Wiara staje się częścią nas samych. Jest nam coraz łatwiej ufać i wierzyć. Realizować swoje marzenia, osiągać postawione sobie cele, wcielać w życie własne ambicje.
Aż wreszcie któregoś dnia pojmujemy, jasno i wyraźnie, że ogarniająca wszystko wiara to klucz do radości.
fragment książki "Balsam dla Duszy na Boże Narodzenie" 
J. Canfield, M. V. Hansen, C. McAdoo Rehme 

W ramach świątecznego prezentu dla Ciebie, Czytelniku, postanowiłam podzielić się tymi słowami. Są one- w dużym stopniu- podsumowaniem tego co odkryłam i w czym utwierdziłam się tego roku. Zarówno dzięki sukcesom, jak i porażkom wynikającym z braku wiary w to, że może się udać. 
Chciałabym, abyś także otworzył/-a się na dobre życzenia, które otrzymasz od bliskich Ci osób i- o ile są one zgodne z tym czego pragniesz- uwierzył/-a, że mogą się spełnić!





A ja z okazji świąt Bożego Narodzenia życzę Ci:
* wiary, wiary, wiary i jeszcze raz wiary 
* zmian na dobre! ;-) 
* zachwytu 
* delektowania się każdą chwilą
* kochania i bycia kochanym
* poczucia nie magii, lecz Prawdy tych świąt!

Beata


P. S Jeśli martwisz się, że przytyjesz w czasie świąt- przeczytaj tego posta.

12 komentarzy

  1. Moim sposobem na nie obżeranie się podczas świąt jest po prostu nakładanie odrobinki każdej potrawy. Dzięki temu mogę spróbować wszystkiego, co jest na stole. Jeśli po zjedzeniu wszystkiego zostaje mi jeszcze troszkę miejsca w brzuchu, to biorę dokładkę tego, co mi najbardziej smakowało i zwykle jest to barszcz z uszkami! :)
    Podczas kolejnych dni świąt również jem bardzo malutkie porcje, ponieważ zdaję sobie sprawę, że pyszne jedzenie czai się na mnie zewsząd. Zwłaszcza, kiedy jadę w odwiedziny do rodziny.

    Ogólnie jestem zdania, że w święta nie powinno się powstrzymywać przed próbowaniem pyszności, wszak jest to jeden z nielicznych, tak smakowitych dni w roku. Jak zwykle umiar jest w cenie.

    Wesołych Świąt!

    OdpowiedzUsuń
  2. spokojnych, ciepłych Świąt :) i wiary :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święta tego roku takie właśnie były, więc życzenia się spełniły :)

      Usuń
  3. ja wyjątkowo w tym roku nie wpadłam w wir jedzenia, więc mam nadzieję, że plusu na wadze nie będzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To masz powód, żeby być z siebie dumną!

      Usuń
  4. Książka czeka w kolejce właśnie :) Kończę "Houston, mamy problem" Grocholi i po niej zabieram się za tę o Dorocie Terakowskiej.
    Moja mama wczoraj właśnie skończyła ją czytać i podobno jest świetna.
    Dam znać, jak mi się podobała :)

    Odwaga. Czasem tak trudno o nią. Ale warto być odważnym, czasem nawet warto ryzykować. Dużo dobrego może z tego wyniknąć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam jeszcze żadnej książki Grocholi. Ale w sumie czytałam kiedyś ciekawy wywiad z nią i wydała mi się bardzo sympatyczną osobą, więc jak wpadnie mi w ręce coś w bibliotece, to wezmę :)

      Co do odwagi, wychodzenia ze strefy komfortu itp. to jest to materiał na obszerny wpis- może wezmę się za niego kiedyś :)

      Usuń

TOP