27 sty 2013

"Francuzki nie tyją" - dlaczego?


Siedzimy z mamą latem w kawiarni przy krakowski Rynku, gdy do środka wchodzi pewna kobieta. Ma na sobie stylową sukienkę w szerokie, biało granatowe paski. Jest opalona, wysoka i szczupła. Z tyłu wygląda na 20-latkę, dopiero gdy się odwraca widać, że jest w średnim wieku. "To pewnie Francuzka"- mówi mama. I po chwili słyszymy, jak mówi coś do towarzyszącego jej mężczyzny (równie atrakcyjnego) z tym jedynym w swoim rodzaju akcentem.



źródło
Czy powolne koło ewolucji miało dość czasu, żeby wytworzyć dyskretną pulę genową szczupłych kobiet? J'en doute [wątpię]. Nie, Francuzki mają system, zbiór wypróbowanych sposobów - tak pisze Mireille Guiliano, autorka książki "Francuzki nie tyją".  Jestem nią zauroczona. Być może dlatego, że kilka lat temu spędziłam 8 cudownych dni we Francji i ta książka dopełnia idylliczne obrazki w mojej głowie. Chciałabym przybliżyć Ci jej treść. Nie jest to typowa książka opisująca pewne konkretne zasady do których należy się stosować, aby schudnąć. To raczej opis podejścia do życia - czerpania z niego tego, co najlepsze.


Wszystko jest kwestią równowagi. Może po francusku ta nazwa będzie brzmiała bardziej sexy? Tout est question d' equilibre. Bo prawda jest taka, że takie proste zasady każdy zna, tylko może poprzez zamiłowanie do komplikowania sobie życia często nie potrafimy ich wcielać w życie... Autorka "Francuzki nie tyją" doświadczyła tego na własnej skórze, gdy po rocznym wyjeździe do USA przyjechała z amerykańskimi zwyczajami żywieniowymi i 10 kilogramami nadbagażu... na swoim ciele.  Powrót do wagi, w której dobrze się czuła pomógł jej w uświadomieniu sobie na czym polega stosunek do jedzenia Francuzek.

Czy nie wydaje Ci się paradoksalne, że kuchnia francuska uważana jest za najbardziej wykwintną, a mimo to Francuzi są postrzegani jako szczupły naród? Otóż kluczowym elementem tego, że typowa Francuzka jest szczupła to dobre jedzenie. Dobre jakościowo. Trzeba doprawdy perwersyjnego geniusza, żeby przyrządzić z doskonałych składników złe jedzenie - takie jest zdanie Guiliano. Chodzi o produkty jak najbardziej naturalne, pochodzące od lokalnych dostawców, sezonowe.  W końcu to sezonowość jest kluczem do psychologicznej przyjemności, jaką Francuzka czerpie z jedzenia - naturalna przyjemność oczekiwania, odmiany, radość posiadania tego, co wkrótce stracimy i czego nie możemy dostać na każde zawołanie. Świadome wkładanie do ust każdego kęsa, to przeciwieństwo rutyny, bezmyślnego jedzenia, prowadzącego do nudy i otyłości.(...)
Sezonowość polega na tym, żeby zaadaptować twoje odżywianie do tego, co jest dostępne na rynku przez krótki czas w określonych porach roku. Rytm sezonowy odgrywa ważną rolę przy dostrajaniu naszego ciała do równowagi, kultywowaniu dobrego samopoczucia. W lecie na przykład nasze ciało chętnie wita sałatkę z najświeższej zieleniny, najbardziej aromatycznych pomidorów; rozkoszujemy się młodą kukurydzą i soczystymi jagodami - jedno i drugie bardzo sycące, ale zawierające też sporo wody, którą w wysokiej temperaturze tracimy szybciej. Jesienią i zimą naturalnie pragniemy bardziej skoncentrowanej energii, dającej ciepło i siłę. (...)


W lokalną, nieprzetworzoną i sezonową żywność oczywiście najlepiej zaopatrywać na targach, straganach. Autorka opisuje takie zakupy z wielkim urokiem jako sport narodowy i wydarzenie towarzyskie. Wiem o czym pisze, bo miałam przyjemność robić małe, pamiątkowe zakupy na targu w Nicei. Ale z zadowoleniem stwierdzam, że i u nas w Polsce była (to temat na osobny wpis) taka tradycja. U mnie chodziło się na plac, u babci - na ryneczek. Krakowianie odwiedzają targ na Kleparzu lub pod Halą Targową.

Francuzki podkreślają smak potraw także umiejętnym stosowaniem przypraw. Zręcznie zastosowane pomagają rozkosznie okłamywać podniebienie, zapewniając bogactwo smaków w potrawach, które inaczej wymagałyby więcej tłuszczu.


"Francuzki nie tyją" to przewodnik po tym, w jaki sposób doświadczać jak najwięcej przyjemności nie popadając w hedonizm. Polecam ją wszystkim frankofilom. Między jej stronami zawarty jest także sposób myślenia i postępowania, którym można się inspirować, aby stać się lub pozostać osobą szczupłą. Najchętniej poczęstowałabym Cię jeszcze kilkunastoma sugestywnymi cytatami, ale przedstawię najważniejsze z przesłań książki Mireille Guiliano. 

Francuzki nie tyją, ponieważ nie pozwoliły, żeby nowe mody i nowoczesne teorie na temat przyswajania pokarmu przez organizm obaliły doświadczenia wielu wieków. Dla nich to żadna sprzeczność, że można jeść chleb i czekoladę, popijać wino i pozostać nie tylko szczupłym, ale i zdrowym. Rozumieją jednak, że każda z nas jest strażniczką własnej równowagi i kiedy ta równowaga zostanie zachwiania, musimy zastosować indywidualny system naprawy, oparty na osobistych preferencjach. Francuzki nie pozwalają zazwyczaj, żeby utrata równowagi zaszła zbyt daleko. Folgowanie sobie to zwykle kwestia paru dni i można je skorygować przez następne kilka dni. Jeśli planujesz smakowe przyjemności i kompensacje w skali tygodniowej, trudno tak naprawdę zbłądzić.



 P.S Na zdjęciu oczywiście francuska piękność sprzed lat - Brigitte Bardot.

Literatura: Mireille Guiliano (2005) Francuzki nie tyją. Warszawa: Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz
 

20 komentarzy

  1. Bardzo mądre stwierdzenia z tej ksiazki:) Faktycznie francuski są zawsze szczuplutkie i zadbane;)

    OdpowiedzUsuń
  2. tak, Francuzki mają to coś:)

    OdpowiedzUsuń
  3. cóż za ciekawa książka, szkoda, że nie można już jej dostać...

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam tę książkę i podzielam Twój zachwyt tą pozycją. Daje do myślenia! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda, że nie można już dostać tej książki :( Na pewno by mi się spodobała. Też spędziłam kilka pięknych dni we Francji i marzę, żeby kiedyś tam powrócić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest na allegro, dziewczyny, ale kosztuje ponad 70 zł! http://allegro.pl/listing.php/search?sg=0&string=francuzki+nie+tyj%C4%85

      Usuń
  6. szukałam tej książki, ale nigdzie jej nie mogę znaleźć. post świetny, może napiszesz coś więcej o tym?

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. kurczę, szkoda że już nigdzie nie można dostać tej książki :(

    OdpowiedzUsuń
  8. zapewne ciekawa lektura... czekam na więcej informacji:)

    OdpowiedzUsuń
  9. inny klimat i inne jedzenie robią swoje :) a książkę chetnie przeczytam.
    Chętnie wracam na twojego bloga i zapraszam na mojego , mam nadzieje że będziesz wspierała mnie w moim odchudzaniu , blog nie tylko o odchudzaniu !:)
    http://perfektbin.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. uwielbiam tę książkę. Uważam, że to lektura obowiązkowa dla każdej kobiety, która chce być świadoma swojego ciała i cieszyć się życiem:):):)

    OdpowiedzUsuń
  11. staram się przestrzegać tego, ale w UK warzywa i owoce dostępne w markecie nie różnią się od tych z małego warzywniaka i niestety sprzedawane w lecie nie różnią się od sprzedawanych zimą :( a szkoda

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie kultura jedzenia Francuzów kojarzy się przede wszystkim z kosztowaniem... :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Fajny blog !!
    Zapraszam też na mojego :) Może znajdziesz tam też coś ciekawego.
    http://dietaprzedslubem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Miałam tę ksiązkę i nie wiem co mi do głowy strzeliło, żeby ją sprzedać - za 10zł! na Allegro.... glupia byłam. Dziękuję za ten wpis odświeżający...
    Zaczynam dziś moje blogowe zmagania, razem raźniej :) bardzo mi się u Ciebie podoba i wrzuciłam do moich motywatorów :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Przeczytałabym tę książkę, choć ze stwierdzeniem, że Francuzki nie tyją się nie zgodzę. Spędziłam tam pół roku i faktycznie, było parę wyjątków. Wyjątkowo śliczne i szczupłe dziewczyny, z urodą taką, że w Polsce ciężko by było znaleźć. Większość moich koleżanek jednak była przy kości. Myślę, że w tym momencie mało gdzie jeszcze ludzie zachowują dobre nawyki żywieniowe, nawet w kochającej dobre jedzenie Francji.
    Niemniej jednak, zainteresował mnie Twój wpis. Pozdrawiam serdecznie, Asia

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo dziękuję za taką dużą ilość komentarzy!
    W ostatnim czasie byłam bardzo zajęta i na dodatek wydarzyło się coś bardzo przykrego, więc jak dojdę do siebie to OBIECUJĘ, że ustosunkuję się do nich i zajrzę na Wasze blogi :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  17. dziewczyny poszukajcie na ksiazkach uzywanych. Ja wlasnie znalazlam uzywana za 3,5 € w jezyku niemieckim ;) na szczescie wladam tym jezykiem perfekcyjnie :)

    OdpowiedzUsuń

TOP