23 lut 2013

Pierwsze urodziny bloga + candy

23 lutego 2012 roku opublikowałam pierwszy wpis na tym blogu. Pamiętam, że już dużo wcześniej chciałam mieć swój kawałek podłogi w blogosferze. Zależało mi też, aby odzwierciedlał on moją nasączoną psychologią duszę ;). Na długo przed tym, zanim rozpoczęłam odchudzanie u dietetyka rozważałam założenie bloga, na którym opisywałabym skuteczność pewnych psychologicznych teorii i metod oddziaływań, które umożliwiają kontrolowanie wagi. Brakowało mi jednak bodźca do tego, by przeanalizować pod tym kątem wiedzę zdobywaną podczas studiów i zacząć się do niej stosować! Pewnego dnia jednak podjęłam zaskakująco szybką decyzję, że schudnę z pomocą dietetyka. I kolejny raz przekonałam się, że kluczowym elementem w tym procesie jest to, co dzieje się w naszej głowie, nie tylko na talerzu. Dlatego zaczęłam prowadzić "Zmianę na dobre"- blog o pysznym i radosnym procesie odchudzania. A za jego pomocą staram się subtelnie przekazywać w nim- testowane na własnym tłuszczu- rozwiązania, które pozwalają zrobić dobrą lemoniadę z za-kwaśnych cytryn ;) 

Ten rok, w którym stałam się blogerką, był zdecydowanie dla mnie wyjątkowy. Realizowanie moich pasji przybrało inny wymiar. I zupełnie niespodziewanie dla mnie zyskałam naprawdę spore grono odbiorców- czyli także Ciebie, Czytelniku który właśnie czytasz ten wpis! :) Pamiętam, jak na początku cieszyłam się, gdy miałam jakiekolwiek odwiedziny bloga! A w ciągu tego roku- przyznam się- uśmiechałam się szeroko lub wykrzykiwałam "Jupi!" na widok:
- każdego kolejnego tysiąca wyświetleń (ponad 32 chwile  zadowolenia)
- każdego nowego obserwatora (152 razy "Jupi!")
- każdej nowej osoby lubiącej mój fanpage na fb ( 44 promienne uśmiechy)
-oczywiście każdego nowego komentarza (setki! powodów do wdzięczności, że ktoś czyta to co piszę, że się podoba, że motywuje do czegoś dobrego, itp. )
Jak widać każdy, kto trafił pod ten adres przyczynił się do większej ilości endorfin w moim ciele! Dlatego w pewien sposób chciałabym to uczcić i z okazji tej rocznicy przygotowałam małe candy (bardzo podoba mi się ta nazwa, poprzez skojarzenie z tą piosenką). Poprosiłam Agnieszkę z bloga Agea- happiness o wykonanie notesu, który zawiera specjalne przekładki zachęcające m. in. do zapisywania swoich małych sukcesów (pisałam o tym nieco w poprzednim poście), powodów do wdzięczności i motywujących treści. Oto on:



Notes ma następujące wymiary: 14,5/ 10,5 cm, grubość- ok. 2,5 cm. Jeśli chcesz być osobą, która go otrzyma to wystarczy, że spełnisz jeden warunek: zostawisz swój adres mailowy pod tym wpisem.
Pozostałe ważne informacje:
  • Candy trwa od momentu umieszczenia tego wpisu do 2 marca, godziny 23:59
  • Mogą w nim brać osoby posiadające i nieposiadające blog. 
  • O tym, kto otrzyma notes zadecyduje losowanie (3 marca w godzinach wieczornych), a o jego wyniku poinformuję zwycięzcę mailem.
  • Jeśli zwycięzca nie odpowie w ciągu trzech dni na maila, wylosuję kolejną osobę.
  • Będzie mi miło, gdy umieścisz poniższy bannerek na swoim blogu, ale nie jest to konieczne.

 <a href="http://na-dobre.blogspot.com/" target="new"><img src="http://1.bp.blogspot.com/-Kwe-fL-2MoU/USdEIhRIjrI/AAAAAAAAF70/H8T0YYEpe-Y/s320/candy+info.png" alt=""></a>

Mam nadzieję, że wszystko uwzględniłam i że znajdą się chętne osoby do otrzymania tego uroczego notesiku :)


 W razie pytań- odpowiem na nie dopiero w poniedziałek, ten post opublikuje się automatycznie.
CZYTAJ DALEJ
20 lut 2013

O kryzysie w odchudzaniu

Tekst napisany na początku stycznia: Ostatni raz powitałam utracony kilogram 10 czerwca. Najlepsze wyniki pod względem zawartości tłuszczu, wody i mięśni w organizmie wskazał odczyt na wadze 1 sierpnia (waga w tym czasie pozostała ta sama). Niestety… Od tego czasu nie schudłam nic. I gdybym przez te pół roku utrzymywała tę samą wagę i wyniki, byłoby w porządku. Ale przez listopad i grudzień przybrałam 1,5 kg. Głównie z powodu naprawdę dużej ilości okazji do świętowania z ciastkiem i kieliszkiem w dłoni, ale to włączyło mechanizm swoistego błędnego koła. Powoli zaczęłam przestawać się stosować do wypracowanych zachowań umożliwiających mi skuteczne odchudzanie. Tłumaczyłam to stresującymi wydarzeniami, zimą, zjawiskiem plateau...  Ale - co najgorsze (!!!)- miałam kilka epizodów takiego zachowania, jakiego się pozbyłam na przynajmniej 6-7 lat. Czyli: jedzenia wtedy, gdy nie jestem głodna, lecz dlatego, że „teraz wypada godzina obiadu/kolacji”, podjadania między posiłkami, zastępowanie ich słodyczami; jedzenia na noc (oczywiście nawet odchudzając się skutecznie jadłam podczas spotkań towarzyskich w nocy, ale ostatnio zdarzyło mi się jeść samej nawet ok. 23) i absurdalnego stosowania się do reguły „wszystko albo nic”… Nie ma co rozpaczać, najważniejsze są wnioski, jakie mogę wyciągnąć z tej sytuacji…

Dzisiaj mogę napisać, że pokonałam kryzys. Odrobiłam straty (a raczej nadwyżkę) i pozbyłam się 14 kilograma. Co mi pomogło w pokonaniu kryzysu? 
  •  Rozpoczęłam zapisywanie wszystkiego, co jem. Na początku prowadziłam nawet osobnego bloga, na którym każdy mógł kontrolować moje zapiski. Po jakimś czasie zaczęło mnie to bardzo deprymować, bo nie dość, że inni mogli śledzić moje wpadki to jeszcze nie przynosiło to żadnych efektów. Dlatego zamknęłam tego bloga i powróciłam do pisania w pliku Excela. Ale dzięki temu… 
  •   Zwróciłam uwagę, jakie błędy popełniam. Czyli po prostu zidentyfikowałam te zachowania, które zaznaczyłam powyżej na czerwono. 
  •  Przypomniałam sobie, jakie zachowania sprzyjały mi w traceniu wagi i postanowiłam na nowo je wdrożyć. Ten proces trwa nadal, ponieważ moja motywacja do odchudzania spadła w porównaniu do jej poziomu na początku, ale o tym napiszę kiedy indziej. Jednak na nowo udaje mi się postępować zgodnie z wypracowanymi wcześniej regułami, czyli:
o  Intensywnemu zastanawianiu się, jakie stany emocjonalne mną kierują, gdy mam ochotę na coś słodkiego i radzeniu sobie z nimi w inny sposób (np. z pomocą moich pięciominutowych przyjemności i szuflady pokrzepienia).
o   Odwoływaniu się do mojego sumienia (lub- jak kto woli- super ego), czyli „Beato, czy nie za dużo tych przyjemności w Twoim życiu?” i- w skrajnych przypadkach- „Co bym pomyślała o sobie, gdybym popatrzyła na siebie w lustrze/ z zewnątrz.*”
o   Dozowaniu sobie przyjemności w rozsądnych dawkach- jak film, to bez przekąsek; jak miłe spotkanie w kawiarni, to bez zamawiania połowy menu (żarcik ;) ), tylko zadowalanie się czymś jednym i/lub kawą, herbatką.
o Kompensacji, czyli: gdy już zaliczyłam jakąś wpadkę, to jadłam mniej podczas kolejnego posiłku, rezygnowałam z węglowodanów, biegałam po zajęciach z zumby jeszcze trochę na bieżni lub chociaż starałam się więcej ruszać podczas dnia.
o   Pilnemu przestrzeganiu jadłospisu od dietetyka.
  • Zaczęłam doceniać moje małe sukcesy. Mimo, że udawało mi się przestrzegać wszystkich reguł i dietetycznych zaleceń to zależało mi przede wszystkim na przeciwstawieniu się żałosnemu postępowaniu w stylu „wszystko, albo nic”. Choć może waga nie odnotowywała moich małych zwycięstw nad sobą, to chciałam, aby to, że zamiast lodów z chałwą i karmelem zamówiłam cappuccino jakoś się „liczyło”. Formułowałam je więc w zdania i sobie „zapisywałam” w głowie. Teraz zamierzam odnotowywać je w jakimś małym notesiku. 
  • Kupiłam karnet open do klubu fitness. Pewnej nocy miałam sen. Byłam na zumbie i czułam się tak niesamowicie szczęśliwa! Po obudzeniu stwierdziłam, że już dłużej nie wytrzymam bez niej, bo straciłam zapał do ćwiczeń w domu, a po drugie- one nie dawały mi aż takiej radości. To był punkt zwrotny. Uruchomił się- tym razem na moją korzyść- samonapędzający się mechanizm. Czuję się wspaniale dzięki zumbie, a gdy coś jest nie tak- ratuję się dawką endorfin na zajęciach!
Chcę jeszcze napisać o dwóch kwestiach. Naprawdę doświadczyłam magii intensywnych ćwiczeń! Bo choć nie ważyłam się, aby się nie dobijać, to zauważyłam, że moje ubrania stają się luźniejsze. Byłam przekonana, że się po prostu porozciągały. Ale okazało się podczas zakupów, że bez problemu mieszczę się w mniejszy rozmiar- w dodatku ubrań tej samej firmy. Więc choć ważę tylko kilogram mniej, to w obwodzie bioder schudłam rozmiar. A powrót do 40-stki to zawsze radość!


Druga kwestia: nie jest łatwo pozbyć się takich zachowań, które uskuteczniałam przez wiele lat. Ten kryzys uświadomił mi, że nie bez powodu wielu ludzi doświadcza efektu jojo i nie warto osiadać na laurach, bo bardzo szybko można zaprzepaścić swoje osiągnięcia. 

Czy Ty również doświadczyłaś/łeś kryzysu w odchudzaniu? Jakie są Twoje sposoby na wyjście z niego? A może nadal nie możesz sobie z nim poradzić- co Ci najbardziej przeszkadza? Jestem bardzo ciekawa Twojego zdania :)

*Wyniki pewnego eksperymentu (jak odnajdę nazwiska badaczy to uzupełnię) potwierdziły, że dziewczęta, przed którymi leżała patera z słodyczami do częstowania się, zjadły ich mniej gdy były w sali z lustrami.
CZYTAJ DALEJ
17 lut 2013

Film o i dla puszystych- "Lakier do włosów"

źródło


Masz ochotę na coś słodkiego? Spróbuj "Lakieru do włosów"! 
Uwielbiasz "Grease"? Zobacz też "Hairspray"

Akcja tego uroczego musicalu (z nutką goryczy podkreślającej smak) rozgrywa się w latach 60, w Stanach Zjednoczonych. Główną bohaterką jest otyła nastolatka z natapirowaną fryzurą, która marzy o karierze tanecznej w popularnym show. Jej matka (w tej roli- John Travolta!)- również obfitych kształtów- nie zgadza się, aby Tracy wzięła udział w castingu. Tłumaczy się, że "Telewizja omija takich ludzi jak ja, czy Tracy. Zrobią jej przykrość". Dziewczynka urywa się jednak z lekcji, lecz w studiu nagraniowym słyszy od producentki programu, że "Takie kształty i twarze nie są w naszym zamiarze" oraz "Program nie pojawia się na szerokim ekranie". Za nieobecność podczas lekcji dostaje karę w postaci konieczności pobytu w czymś w rodzaju świetlicy. Tam spotyka czarnoskórych ludzi, którzy świetnie się bawią tańcząc w sposób o wiele bardziej żywiołowy i zmysłowy, niż w Corny Collins Show. Od tego momentu marzenia Tracy zaczynają się spełniać, choć nie bez przeszkód. Musical ten porusza bowiem tematykę bycia innym zarówno pod względem tuszy, jak i koloru skóry.



Moje wrażenia po "Lakierze do włosów" były jeszcze bardziej pozytywne niż po obejrzeniu "Grease" (czyli "Brylantynie" :D ). Uwielbiam musicale i filmy w stylu retro, a ten film ma jeszcze coś, co bardzo mi się spodobało. Sandy zmienia swój wizerunek, aby przypodobać się Danny'emu. Natomiast Tracy zdobywa serce Linka, tym że po prostu jest sobą. Bo najważniejszym przekazem tej produkcji jest to, że każdy ma prawo cieszyć się życiem i realizować swoje marzenia, niezależnie od tego, jak wygląda. I oczywiście, że wiara w siebie i samoakceptacja czyni cuda :)

CZYTAJ DALEJ
14 lut 2013

Ciastka owsiane- moje ulubione!


W tym walentynkowym dniu chcę się podzielić moim ulubionym przepisem na ciastka owsiane. Ciastka dla osób bliskich naszemu sercu. Tłuściutkie i słodziutkie, ale pełne dobroczynnych płatków :) I takie chrupiące z zewnątrz, a sprężyste w środku!

Składniki (na ok. 7 dużych ciastek, wielkości wnętrza dłoni):
250 g płatków owsianych
125 g masła
85 g cukru
1 jajko
Opcjonalnie: bakalie, cynamon

Przygotowanie:
Połowę ilości masła roztopić na patelni, dodać płatki i podsmażyć do uzyskania jasnobrązowego  koloru. Resztę masła utrzeć z cukrem i jajkiem. Gdy płatki nieco przestygną, dodać do nich przygotowaną masę i dokładnie wymieszać. Można w tym momencie dodać bakalie (np. suszoną żurawinę) lub przyprawy. Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Na pokrytej papierem do pieczenia blasze rozkładać łyżką mieszankę i piec 15-20 minut.



Uwagi:
1. Przepis pochodzi od męża mojej znajomej ze studiów, który poczęstował mnie takim owsianym ciastkiem, gdy czekaliśmy pod gabinetem, w którym owa koleżanka broniła swojej pracy magisterskiej :)
2. W kwestii układania ciastek: najlepiej robić się to, gdy płatki wchłoną trochę masy maślano- jajecznej (wystarczy odczekać 10 minut). I pomagać sobie drugą łyżką przy ściąganiu lepkiej masy i  nadawaniu ciastku okrągłego kształtu. Zwróć też uwagę, aby ciastko było w miarę równej grubości, bo inaczej brzeg będzie lekko przypalony (mi nadal nie udaje się tego całkowicie uniknąć). Wygodnie układa się ciastka w takiej foremce, jak na powyższym zdjęciu.
3. Do przepisu możesz użyć także innych rodzajów płatków (np. żytnich, orkiszowych) i ich część zastąpić otrębami.
4. Ilość cukru została oczywiście przeze mnie odrobinę zmniejszona (ze 100 g do 85g), ale ciastka są nadal bardzo słodkie, więc można jeszcze troszkę zmniejszyć.
5. Ach, no i kalorie! Całość użytych składników (bez bakalii): 2256 kcal, 1 duże ciastko- 322 kcal.  Zobacz produkty z mojego kalkulatora kalorii


Opakowane "walentynki" dla moich bliskich :)

CZYTAJ DALEJ
11 lut 2013

Gorąca relacja z "Zakochanego Foodstocku"

W lutowy dzień, gdy cały Kraków pokryty był grubą warstwą śniegu, klub Fabryka postanowił rozgrzać nas organizując już po raz trzeci Foodstock. Jest to impreza polegająca na tym, że różne knajpki, restauracje i wytwórcy ciekawych smakołyków przygotowują małe porcje tego, co mają najlepszego do zaoferowania, a uczestnicy- w zamian za wykupione wcześniej kupony o wartości 5 zł- mogą je skosztować.


Wybierając się na to wydarzenie chciałam przede wszystkim poznać nowe i ciekawe miejsca w Krakowie, gdzie mogłabym zjeść coś zdrowego, lekkiego, a zarazem smakowitego i niebanalnego. Śledząc informacje o tej i poprzednich edycjach Foodstocku zauważyłam, że większość wystawców oferuje jedzenie właśnie w tym duchu. I nie zawiodłam się! Od razu po wejściu do Fabryki moją uwagę przykuło stoisko Spółdzielnia Organic Bar & Take-away. Było ono bogato zastawione tackami z przeróżnymi, domowo wyglądającymi ciastami (czyli takimi, jakie lubię najbardziej), tartami i wytrawnymi przekąskami. Od dziewczyn je obsługujących otrzymałam wyczerpujące informacje na temat tego, z czego przygotowano interesujące mnie wypieki (słyszeliście o lukrze buraczanym?). To tutaj zostawiłam dwa z czterech wykupionych kuponów, a to świadczy o tym, że wszystko tak apetycznie wyglądało! :) Najpierw skosztowałam orkiszowego "obwarzanka" uplecionego z warkoczy w dwóch smakach- z ziołami i suszonymi pomidorami, które kocham. Było to przepyszne- puszyste, a jednocześnie wilgotne ciasto i intensywny smak dodatków. Po bardziej obiadowych daniach z innych stoisk na deser wybrałam marchewkową halavę- ciasto o bardzo treściwej, kremowej konsystencji, maślanym posmaku i z dodatkiem orzechów włoskich. Co prawda na moje pytanie, który z deserów do wyboru jest najbardziej dietetyczny odpowiedziano mi, że na pewno nie ten, ale musiałam go wypróbować usłyszawszy, w jaki sposób się go przygotowuje. Na szczęście kawałek był nieduży i całkowicie zaspokoił moją ochotę na coś słodkiego.




Drugą połowę moich kuponów wykorzystałam przy stoisku Yellow Dog. Czyli na jednym z najbardziej obleganych. Przyznam, że nie jestem szczególną miłośniczką kuchni azjatyckiej. Ale właśnie z tego względu stwierdziłam, że warto spróbować czegoś zupełnie dla mnie nowego, skoro od razu wiem, jak to wygląda i gdyby mi nie smakowało to nie będę musiała zmuszać się do zjedzenia całego talerza, bo tyle zapłaciłam. Wybrałam zupę z kukurydzy i kokosa. Mmm...mniam! Była taka gorąca, intensywna w smaku i wykwintna. Słodka, a zarazem pikantna. Kolejne danie to było całkowite pójście na całość. Postawiłam na to, co brzmiało najdziwniej: naleśniki z krewetkami i rybą. Okazało się, że w środku były jakieś zielone listki, które nadały całości orzeźwiający posmak. Wypełnienie było subtelne w smaku, a całość sycąca mimo tego, że porcja wyglądała na malutką.

Smakowe doświadczenia zarówno przy pierwszym, jak i drugim stoisku były dla mnie wyjątkowe, ale absolutnym odkryciem Foodstocku jest dla mnie Hummus Amamamusi. Nigdy wcześniej go nie próbowałam, ale akurat o Pani przygotowującym ten smakołyk już słyszałam i bardzo chciałam go wypróbować. A jako, że ta edycja tej imprezy nosiła nazwę "Zakochany Foodstock", to... zakochałam się! W hummusie z dodatkiem suszonych pomidorów! Nie mniej pyszny był cytrynowy. Degustacja była darmowa i jak wróciłam z kuponami, aby zakupić sobie pudełeczko do domu to niestety wszystkie już zostały rozsprzedane, i wtedy przesympatyczna twórczyni podała mi koszyk z pieczywem pozwalając wyjeść resztki z miseczki :).


Kończąc tę moją rozentuzjazmowaną relację chcę jeszcze napisać o wyjątkowej zalecie tej imprezy. Jest to możliwość indywidualnego kontaktu z osobami wytwarzającymi te smakołyki. Można się dowiedzieć, z czego się je przygotowuje, dać okazję do pochwalenia się (że np. do ich wyrobu używa się ekologicznych składników, pochodzących ze sprawiedliwego handlu lub zastępuje się zwykły cukier zdrowszymi zamiennikami) lub po prostu wyczuć pasję, jaką ludzie w nie wkładają!

Zachęcam wszystkich do udziału w kolejnych edycjach tej imprezy! Aby się o nich dowiedzieć radzę polubić fanpage Foodstock na facebooku.
CZYTAJ DALEJ
4 lut 2013

W zakładkach (5), czyli mniej lub więcej o odchudzaniu


źródło
  1.  Kolejny pomysł na to, jak kontrolować ilość spożywanych płynów w ciągu dnia. Zaznacz markerem na butelce ile wody powinno z niej ubyć do określonych godzin.
  2. Bardzo pomysłowa butelka wody mineralnej- klik!
  3. I opakowania na detergenty- kto by jednak chciał, aby sprzątanie było jeszcze bardziej męczące...?
  4. O opakowaniach raz jeszcze- jak sposób podania, kolor naczyń wpływa na odbiór wrażeń smakowych. 
  5. Artykuł przedstawiający bardzo ciekawe wyniki badań naukowych i obserwacji na temat wpływu odżywiania na m.in. nastrój i sprawność umysłową. 
  6. W poprzednim poście opisałam, że spożywanie sezonowych warzyw i owoców jest kluczem do zachowania szczupłej sylwetki francuskich kobiet. Dzięki temu kalendarzowi dowiesz się, co w danym miesiącu jest najbardziej "na czasie" w Polsce.
  7. Cudownie opracowany- zarówno pod względem merytorycznym, jak i graficznym- indeks wartości odżywczych.
  8. Seria niezwykle apetycznych (...) infografik na temat zawartości tłuszczu i cukru w popularnych smakołykach.
  9.  A pyszności najlepiej spalać w przyjemny sposób, czyli na zumbie! Dzięki temu kalkulatorowi możesz dowiedzieć się, na ile możesz sobie pozwolić ;)
Wypróbowany dietetyczny przepis

10. Jako, że pieczarki są w lutym produktem sezonowym to bardzo polecam Nudle z kurczakiem i pieczarkami. Przepis doskonały, bardzo sycący. Ja mogę jeść to danie przez 4 dni z rzędu. Pamiętaj, aby makaron (używam pełnoziarnistego spaghetti) ugotować al dente!



CZYTAJ DALEJ
TOP