23 kwi 2013

100 dni do bikini (8)- Lista zero

"Gdy schudnę to będę ... (nosiła wymarzone ciuchy w rozmiarze 38/ bez skrępowania paradowała po plaży w bikini itp.)" Myślę, że każda osoba podejmująca się pracy nad swoim ciałem motywuje się tym, co zrobi, gdy osiągnie już swój cel.

Począwszy od podstawówki (nadwagi dorobiłam się dopiero w liceum, ale zawsze czułam się większa i cięższa od innych dziewczyn ze względu na duży wzrost i figurę gruszki- czyli obfitszą dolną część ciała) zawsze planowałam, jakie będzie moje życie, gdy będę ważyć mniej... Mój stosunek do własnego ciała od podstawówki do końca liceum można by zilustrować gęstą sinusoidą- raz na przyzwoitym poziomie a raz na bardzo niskim. Wtedy właśnie odkładałam swoje życie na potem. Bardzo wyraźnie wyobrażałam sobie, jak się będę zachowywać, co robić, jak spędzać czas, jak ubierać, gdy będę chuda.
Póki tak nie było, wolałam zaszywać się w swoim bezpiecznym świecie, znanych sytuacjach i relacjach. Dopiero niedawno uświadomiłam sobie, że wykres ten szedł w górę, gdy w pewnym sensie zostawałam wrzucona do innego środowiska (kolonie, obozy, kluby sportowe) i tam okazywało się, że posiadam inne zalety niż odpowiednie- w moim mniemaniu- ciało (czas dorastania to trudny okres... ). Bardzo często przed spotkaniami z nowymi ludźmi, a szczególnie przed takimi okazjami, gdzie trzeba było założyć strój kąpielowy przekonywałam siebie, że ludzie mogą mnie lubić lub nie  ze względu na moje zachowanie, a nie to, jak wyglądam. I pamiętam dokładnie ten moment (było to w liceum), gdy postanowiłam, że już nigdy nie będę się wykręcać z uczestnictwa w jakimkolwiek wydarzeniu tylko ze względu na to, że jestem gruba. Postawiłam sobie ultimatum: albo żyję tak, jakbym była szczupła (tzn. tak, jak w moim mniemaniu żyją takie osoby), albo odchudzę się na dobre. Wybrałam wtedy to pierwsze. Zmiana przekonania wywołała w moim życiu lawinę pozytywnych przeżyć. Jestem bardzo wdzięczna losowi, że stosunkowo wcześnie przekonałam się, że moje szczęście nie zależy od mojego wyglądu.

Oczywiście dzięki schudnięciu tych kilkunastu kilogramów jestem szczęśliwsza. Ale inny fizycznie kształt ma na to najmniejszy wpływ. To rola poczucia własnej skuteczności, większej energii, nowych doświadczeń, komplementów, zauważenia i docenienia moich osiągnięć przez innych, itd. Czy mam w planie jakieś rzeczy, które chciałabym przeżyć, doświadczyć dopiero, gdy osiągnę swój cel w odchudzaniu? Szczerze, to jest chyba tylko jedna taka rzecz- profesjonalna, plenerowa sesja zdjęciowa :) Poza tym chciałabym kupić sobie trochę ciuchów, w których w obecnym kształcie nie czułabym się dobrze, np. spodnie typu capri i taką spódniczkę. I pewnie wiele z Was się ze mną zgodzi, że nowe ciuszki stanowią dużą motywację! Ja przykładowo zaplanowałam, że kupię sobie  sukienkę z firmy tworzącej bardzo oryginalne ubrania - Desigual, ale... znalazłam ostatnio w ciucholandzie nowiutką sztukę i zapłaciłam za nią 10 % ceny z outletu! Jest tylko trochę zbyt opięta, także motywacja jak znalazł!

Niespodziewane zostanie posiadaczką wymarzonej sukienki przypomniało mi to moje dawne odkładanie życia na później, o którym napisałam powyżej, a także stało się inspiracją* do powstania listy zero. Dzięki czytaniu wielu blogów dowiedziałam się, że nie tylko ja jestem maniaczką tworzenia list, dlatego mam nadzieję, że ten pomysł także się komuś spodoba :)

Lista zero to spis tych rzeczy, które chcę zrobić zanim osiągnę satysfakcjonującą mnie sylwetkę.
Dla mnie- osoby będącej na półmetku odchudzania- takie doświadczenia mają funkcję motywującą i czyniącą ten długi proces ciekawszym i przyjemniejszym. Co więcej, tutaj nie chodzi o wyeliminowanie czy wprowadzenie jakichś zachowań na stałe, tylko po prostu przeżycie ich. Część tych punktów występuje też na mojej liście 101 celów w 1001 dni, więc ich realizacja będzie zwielokrotnioną radością!

Oto moja lista do doświadczenia przed stanem "zero kilogramów do schudnięcia" ;)

Aktywnie
1. Zajęcia XCO
2. Zajęcia ABT
3. Zajęcia Mental Body- recenzja
4. Zajęcia Fit Ball--recenzja
5. Aqua Zumba
6. Wycieczka w góry (jak zdążę, to chciałabym ponownie zobaczyć krokusy w Dolinie Chochołowskiej)
7.  Zakup sprzętu do badmintona

Kosmetycznie
8. Doprowadzę swoje paznokcie do pięknego stanu. Pomogła mi w tym regularnie używana odżywka Eveline 8w1 i smarowanie skórek... balsamem do ust!
9. Zabieg mikrodermabrazji twarzy.
10. Domowe SPA takie jak na obrazku obok! (Już robiłam kiedyś takie i miałyśmy z tego mnóstwo frajdy)
11.  Pójdę 2 razy na 5 minut do solarium (Wiem, że to niezdrowe, ale chcę choć raz nie świecić bladymi łydkami przez pół lata).
12. Wybiorę się na masaż (jeśli znajdę jakąś korzystną ofertę na platformie zakupów grupowych).



źródło
Kulinarnie
12. Zrobię samodzielnie hummus.
13.Opracuję przepis na dietetyczne cupcakes (to jest wyzwanie!)
Nauczę się gotować:
14. Sypką kaszę jaglaną
15. Soczewicę
16. Cieciorkę
17. Spróbuję zielone szparagi.

Towarzysko
18. Piknik ze zdrowymi przekąskami
19. Zorganizuję "zdrową imprezę"
20. Zdrowy dzień

Inne

21. Doniczki z kwiatami na balkonie
22. Zostanę magistrem psychologii



... dążenie do tego ostatniego celu niestety do najciekawszych i przyjemnych nie należy, ale jego osiągnięcie jest tak naprawdę priorytetowe dla mnie w najbliższych miesiącach :)

Zrealizowane cele będę wykreślać w tym poście, a niektóre opiszę w osobnych postach.

Co sądzicie o takiej liście? Czy macie jakieś doświadczenia, które chcecie przeżyć będąc na drodze do celu lub już je zrealizowałyście?

* Nie jestem pewna, czy kiedyś już się nie spotkałam z podobnym określeniem w internecie w kontekście dążenia do jakiegoś celu. Jeśli  wiesz, gdzie mogłam natrafić na takie określenie to podeślij mi link :)

4 komentarze

  1. To czekam z niecierpliwością na przepis na dietetyczne cupcakes :D

    Co do tych bladych nóg, to także moja zmora...
    Każdego roku mam wątpiwości, czy powinnam "świecić" moimi bladymi nogami, czy nie zgorszę publiki :P Mam jasną cerę i bardzo ją lubię, ale nie chcę się opalać. Kiedyś się smarowałam samoopalaczami, ale wkurzały mnie smugi i ten dziwaczny zapach. Wychodzenie z domu będąc bladą od pasa w górę a od pasa w dół opaloną też raczej nie wchodzi w rachubę, więc chyba pozostanę wierna bladości :P Zresztą, niech się wstydzi ten, kto widzi, czy jakoś tak :D

    OdpowiedzUsuń
  2. genialny w swej prostocie pomysł - odkładanie życia "na potem" to tak częste zjawisko - sama się nieraz na tym przyłapałam...

    p.s. podobnie jak inni komentatorzy - z niecierpliwością czekam na przepis na cupcakes :)

    pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. uwielbiam zielone szparagi, szczególnie w towarzystwie łososia i pieczonych warzyw :)))

    OdpowiedzUsuń

TOP