1 lut 2014

Dobry początek roku

Przygotowując sobie podsumowanie minionego roku doszłam do wniosku, że wykorzystywałam w nim około połowę swoich możliwości. W 2014 chciałabym działać produktywniej, energiczniej i mieć to poczucie, że żyję w 100 procentach. Moim hasłem przewodnim jest:

Ani dnia bez linii


Od kiedy pierwszy raz usłyszałam to zdanie na łacinie w liceum (Nulla dies sine linea - Apelles) to zawsze miałam z nim związane dwa skojarzenia: pierwsze to skreślanie wykonanych zadań z listy to do, a drugie - stawianie takich kreseczek oznaczających punkty w grach. I dlatego właśnie jest dla mnie takim dobrym mottem -  działanie i nabijanie punktów w grze pt. Życie

Tym postem chciałabym zapoczątkować na blogu pewien cykl, w którym będę podsumowywać wartościowe linie i punkty z mojego życia. Będzie oczywiście o dążeniu do fajnej sylwetki, jak i troszkę więcej osobistych treści. Myślałam także o dzieleniu się swoimi planami na kolejny miesiąc, ale po namyśle stwierdziłam, że choć fajnie jest przedstawić ciekawe cele to jednak u mnie takie publiczne zobowiązanie nie działa. Bardziej mniej frustruje, aniżeli motywuje do udowadniania, że "dam radę", bo łatwiej mi przychodzi usprawiedliwianie się przed kimś, niż przed sobą. Dlatego będzie o tym, co faktycznie się działo. 

Od 27 grudnia, czyli zaraz po świętach postanowiłam na nowo wziąć się za siebie, nadrobić straty (a właściwie to... nadwyżki) i przeprosić się ze zdrowym odżywianiem i ćwiczeniami, które przez pisanie pracy, naukę do egzaminu magisterskiego i skręconą nogę obraziły się na mnie ;) W nowy rok wkroczyłam bardzo tanecznym krokiem i pewnie dlatego nabrałam tempa na te 30 dni. Byłam 8 razy na zumbie i 9 razy na siłowni (gdzie robię treningi cardio), a to oznacza, że średnio co drugi dzień intensywnie się ruszałam. Dodatkowo kilka razu robiłam w domu ćwiczenia rozciągające.


Za częścią sukcesu stoi to, że w końcu zmotywowałam mojego brata do wykupienia sobie karnetu na siłkę (ok, zachęciło go również to, że Platinium ogłosiło promocyjne ceny karnetów dla tych, którzy wykupią je przed początkiem nowego roku, ale to ja przekazałam mu tę informację!). Brat zaś zachęcił swoją dziewczynę, więc od czasu do czasu zabieram się nimi samochodem. Na dodatek w klubie jest taka świetna promocja, że w weekendy każda osoba posiadająca karnet może przyprowadzić osobę towarzyszącą, więc bierzemy jeszcze naszego drugiego brata (a nawet i znajomych). Tym sposobem zajmujemy połowę maszyn ;), wzajemnie się motywujemy i spędzamy rodzinnie czas. Ogromnie mnie to cieszy!

W tym miesiącu postanowiłam załatwić też jak największą liczbę takich drobnych rzeczy, które są ważne, ale nie pilne, więc wciąż zagracały moje listy rzeczy do zrobienia. Nareszcie więc zaniosłam kilka par butów do szewca, ubrania do pralni chemicznej, nieużywane rzeczy do specjalnych kubłów, odebrałam dyplom, zmieniłam typ konta w banku etc. Pracowałam też nad planem na najbliższy rok i działałam w kierunku swojego rozwoju zawodowego, ale o tym póki co nie będę więcej pisać - zgodnie z tym, co pisałam wyżej na temat publicznego zobowiązania. 

Jednym z moich celów na ten rok jest myślenie z wyprzedzeniem o... weekendzie! Zwykle zdawałam się na spontaniczne pomysły, ale znacznie więcej plusów ma wcześniejsze planowanie wolnego czasu. Dzięki temu były rozmowy prawie do świtu, których mi ostatnio bardzo brakowało, spotkanie z osobą z rodzaju tych, które są bardzo sympatyczne, ale "to zdzwonimy się" jakoś nigdy nie następuje, a także francuski wieczór kulinarno-filmowy. Nareszcie udało mi się (za 4 podejściem!) zrobić bardzo niedietetyczny deser, czyli creme brulee

Przebijanie się przez cukrową skorupkę było oczywiście podczas oglądania Amelii.

Na koniec polecam film, który koniecznie trzeba zobaczyć - Sugar Man. Właściwie nie jest to film, a dokument. Ja przed obejrzeniem znałam ścieżkę dźwiękową, ale nic więcej na jego temat nie wiedziałam, dzięki czemu historia była dla mnie jeszcze bardziej ciekawa i niewiarygodna. Aha - idealnym dopełnieniem filmu jest dostępne na DVD making of.



A jaki był Wasz początek roku? Co dobrego zdziałaliście?


18 komentarzy

  1. Mimo że nie nastawiłam się na jakieś zmiany, nie robiłam postanowień, to początek roku dał mi jakąś 'magiczną' siłę do działania. Znowu pracuję nad organizacją czasu. Moje treningi są bardziej przemyślane, a w diecie co raz mniej 'złych' rzeczy. Również zachęciłam swojego brata do powrotu na siłownię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ja też pracuję nad organizacją czasu, bo bez tego trudno wygospodarować go na treningi czy zaplanować dobre posiłki :) Fajnie, że też masz tę energię do działania. No i dzielisz się nią z innymi! :)

      Usuń
  2. Osiągnęłam parę kilo nadwyżki i chorobę, nic specjalnego czyli ;) Ale fakt, nowy rok- nowa nadzieja. Lecę z treningami,staram się zdrowo jeść i mam nadzieję że swoje osiągnę :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, mam nadzieję, że to nie jest jakaś poważna choroba... A co do reszty to myślę, że na koniec 2014 wszystkie osiągniemy to, co zamierzamy!

      Usuń
  3. Podoba mi się ten pomysł z kreseczkami i planowaniem weekendów ; ) i jestem ciekawa cyklu z wartościowymi liniami i punktami z Twojego życia! pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę starać się z całych sił, aby tych linii i punktów było jak najwięcej!

      Usuń
  4. U mnie również nie sprawdzają się publiczne ''zapowiedzi''. O wiele lepiej jak pisze o sprawach dokonanych:)

    Pytałam już chyba na fb,ale nie znalazłam tego wpisu, gdzie kupiłaś taki kalendarz/notes? Właśnie coś podobnego szukałam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowania lepiej pisze się o takich rzeczach, a motywująca jest myśl, żeby to podsumowanie pokazywało mi, że działam :)

      Usuń
    2. O kalendarzyku napisałam u Ciebie - był dodatkiem do "Zwierciadła".

      Usuń
  5. A gdzie można dostać taki palnik do kremu brulee? Sugarmana uwielbiam, bardzo fajnie wygląda ten Twój kalendarz (nie tylko wizualnie), powinnaś być z siebie dumna. Niestety bardzo dawno nie byłam na zumbie... bo jakoś czasowo bardziej pasowały mi różne fitnessy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Palnik dostałam kilka lat temu w prezencie, o ile dobrze pamiętam to był ze sklepu Duka, w zestawie z tymi 4 ramekinami. Muszę przyznać, że wygląd tego kalendarza rzeczywiście mnie motywuje, bo widzę, że dobrze mi idzie. A co do zumby to właśnie w tym miesiącu chyba nie będę mogła chodzić na moje ulubione poniedziałkowe i wtorkowe zajęcia, a to po nich moja radość życia wzrasta o 50%. Ale trudno, nastawiam się na ćwiczenia w domu.

      Usuń
    2. Dzięki za odpowiedź :) Ja kiedyś chodziłam na mega energetyzującą zumbę z instruktorką, którą pokochałam. Było lepiej, niż na jakiejkolwiek imprezie. Niestety przygotowuje się teraz do ślubu i nie ma czasu na godzenie pracy i fitnessów. A inne to nie to samo :( wiem, że nie powinnam się tym zniechęcać, ale teraz żadna zumba to nie to.

      Usuń
    3. Och, widzę, że ktoś tu rozumie miłość do konkretnych instruktorek! I tego, że choć sama zumba jest cudowna, to odpowiednie prowadzenie powoduje właśnie takie uczucia, że człowiek czuje się lepiej niż na imprezach! W klubie, do którego chodzę, zajęcia zumby są 2-3 razy dziennie, ale na żadnych innych zajęciach nie ma takiego klimatu, że śpiewam i skaczę mimo, że brak mi już sił i tchu, więc doskonale rozumiem to, że dla Ciebie żadna inna zumba nie jest tak atrakcyjna. A co do ślubu to w ubiegłym roku 3 moje przyjaciółki wychodziły za mąż, więc wiem, jak mnóstwo czasu pochłaniają przygotowania do tej ceremonii. Ale mam nadzieję, że mimo to masz z tego mnóstwo przyjemności!

      Usuń
  6. Ach, to odchudzanie...........;)

    OdpowiedzUsuń
  7. mam identyczny kalendarz <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Ważne jest postawić sobie cel i dążyć do niego. To jest pierwszy krok, ale wiele osób zapomina o tym. Fajny blog zapraszam do siebie http://zmianasiebie.blogspot.com/
    Pozdrawiam i trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń

TOP