29 kwi 2014

Pieczona kasza jaglana z cieciorką i warzywami

Ten przepis przypadł mi do gustu z 3 powodów:

Po pierwsze, pieczona kasza jaglana jest idealna w smaku i konsystencji. Z garnka nigdy nie wychodzi mi tak sypka, jak przygotowywana tą metodą.

Po drugie - cieciorka. Chciałabym częściej zastępować w swojej diecie mięso roślinami strączkowymi, ale... nie potrafię takich rzeczy gotować! A to mi coś wychodzi za twarde, za drugim razem - rozgotowane i nie dość, że taka potrawa nie ma smaku, to jeszcze się przy tym dużo napracuję. Nie poddaję się jednak w swoich staraniach, lecz bardzo mnie cieszy, że dodatek cieciorki w tej potrawie nie jest tylko takim dodatkiem żeby było zdrowiej, ale także... smaczniej!

Trzecim powodem jest to, że potrawa powstaje szybko i jest wygodna do zabrania w lunchboxie. Świadkowie jedzenia mówią też, że bardzo przyjemnie pachnie :)


Składniki (na 2 porcje)
ok. 100 g (pół szklanki) kaszy jaglanej
1/2 cebuli
1 mała cukinia
1 czerwona papryka
puszka cieciorki
1-2 ząbki czosnku
sos sojowy 
2 łyżki oleju
rozmaryn, curry lub ulubione zioła
pieprz i sól

Przygotowanie:
Kaszę jaglaną sparzyć wrzątkiem i odcedzić na sicie. Następnie podprażyć ją chwilę na rozgrzanej patelni, przełożyć do żaroodpornego naczynia i zalać szklanką wody, posolić (ok. pół łyżeczki). Teraz można nastawić piekarnik na ok. 200 stopni, a gdy się będzie rozgrzewał, posiekać cebulę i podsmażyć ją na złoto. Dodać do tego przeciśnięty przez praskę czosnek, smażyć jeszcze chwileczkę i całość dodać do kaszy. Gdy piekarnik będzie już gorący, wstawić tam naczynie z kaszą i piec pod przykryciem ok. 20-25 minut, aż wchłonie ona całkowicie wodę - nie trzeba mieszać.

Teraz przechodzimy do warzyw i cieciorki. Cukinię i paprykę kroimy w kostkę. Na patelni, na której smażyliśmy cebulę z czosnkiem, rozgrzewamy jeszcze odrobinę oleju (niekoniecznie, jeśli mamy nieprzywierającą patelnię) i dusimy pod przykryciem, aż warzywa zmiękną. Możemy dodać trochę wody, jeśli przywierają. Ważne, żeby warzywa pozostały jędrne, lecz nie surowe. Pod koniec duszenia dodajemy przyprawy, zioła i sos sojowy (ok. 3 łyżki) - uważać na sól, gdyż sos jest wystarczająco słony. Do tego wsypujemy odsączoną cieciorkę i pozostawiamy pod przykryciem. Można też przez chwilę podprażyć ją na suchej patelni, wtedy będzie miała jeszcze bardziej orzechowy smak.

Gdy nasza kasza się upiecze, dodajemy do niej warzywa z cieciorką i się zajadamy :)

Uwagi:
1. Inspirację dla przepisu znalazłam na opakowaniu kaszy jaglanej Melvit (nie jest to współpraca).
2. Jeśli ktoś nie chce używać cieciorki konserwowej, to sprawdzony przepis na jej samodzielne przygotowanie znajdzie na stronie Jadłonomii.


CZYTAJ DALEJ
19 kwi 2014

Świąteczny bukiet linków



Witajcie w tym świątecznym dniu! Właśnie siedzę sobie przy otwartym na oścież oknie, światło odbija mi się od ekranu laptopa, a ptaszki (i kogut - choć mieszkam raczej w centrum miasta) mi przygrywa. Rozpiera mnie energia, bo tak się cieszę na te kilka świątecznych dni. Od wczoraj już siekam, przesiewam, mieszam, zagniatam, mielę, ubijam - takie czynności wpływają na mnie niesamowicie odprężająco, nazywam to baking therapy ;)

W tym wpisie chciałabym się z Wami podzielić bukietem linków - znajdziecie tu nierozwinięte jeszcze pączki inspiracji, kilka listków z zdrowymi przepisami, łodyżki ciekawych informacji i  płatki pięknych zdjęć :)

  • Mój faworyt: elektroniczny magazyn przygotowany przez redakcję magazynu SENS, pt. "Zdrowie ma SENS". Podając swój mail, dokonujesz bezpłatnej subskrybcji tego kwartalnika. Można go pobrać na każde urządzenie i czytać nawet będąc offline. Pismo ma przepiękną oprawę graficzną i mnóstwo ciekawych artykułów z podziałem na każdy z wiosennych miesięcy. 
  • Trzeba wspierać lokalne inicjatywy! - internetowy magazyn Apetyt przygotowany przez małopolskich blogerów. Koniecznie zajrzyjcie, bo jest w nim MNÓSTWO przepisów na oryginalne, leciutkie i zdrowe potrawy, także z modnymi słowami jak bezglutenowy, wegański, paleo.
Właściwie to te dwa linki mogą już przyjemnie wypełnić popołudnie, ale mam tu jeszcze kilka innych:

  • Urocze tablice witamin i minerałów. Do pobrania, wydrukowania, a nawet powieszenia w kuchni - dla wiedzy i ozdoby.  
  • Nigdy nie fascynowałam się jogą, ale poszukując fajnych ćwiczeń rozciągających i relaksujących trafiłam na 30 Day Yoga Challenge. Świetna sprawa, ponieważ na każdy dzień są inne ćwiczenia, więc albo można po kolei uczyć się różnych pozycji, albo z różnych dni wybrać sobie takie, jakie są nam potrzebne. Np. na dolne partie pleców, ramiona, na lepszy sen, dla biegaczy. Wielką zaletą jest sympatyczna prowadząca i dokładne instrukcje (po angielsku).
  • A propos bólu pleców, karku itp. - "Jak nie tracić zdrowia pracując przy biurku"- artykuł na bardzo fajnie ilustrowanym Blogu Freelancerki.
  • Mamy tendencję do traktowania ciała tak, jakby było kostiumem, przebraniem służącym do zaspokajania często ekstrawaganckich, a nawet obsesyjnych, wizerunkowych potrzeb naszego ego - tekst Wojciecha Eichelbergera o relacji między ciałem a duszą. A raczej - o ich jedności.
  • W świątecznym poście nie może też zabraknąć kilku porad jak nie przytyć podczas świąt, (odsyłam Was do mojego wpisu sprzed dwóch lat) oraz kilku refleksji na temat roli jedzenia w naszej kulturze.
A na koniec życzenia dla Was i dla mnie :) Przeżyjmy te święta w taki sposób, jaki najbardziej tego pragniemy. I celebrujmy każdą z chwil, która przemawia do naszej duszy (i ciała!). :)
CZYTAJ DALEJ
6 kwi 2014

Pozytywne podsumowanie – marzec


Po tym, co zaserwowała nam pogoda ubiegłego roku codziennie czułam taką wdzięczność, że w tym roku jest tak pięknie! Więcej energii, ciepełko, dłuższe dni – CZEŚĆ WIOSNA!



Moim celem na marzec było uczestniczenie w  co najmniej 12 zajęciach fitness (tak, żebym ćwiczyła 3 razy w tygodniu) i go osiągnęłam z małą nadwyżką :) Po raz kolejny w tym miesiącu odkryłam tę oczywistą oczywistość – im częściej ćwiczę, tym więcej mam chęci do działania praktycznie na każdym polu!


Gdybym miała wybrać jedno zdjęcie z ubiegłego miesiąca, to byłoby to poniższe. Symbolizuje ono te wszystkie rozmowy z przyjaciółmi i rodziną, których w marcu było wyjątkowo dużo.


Poza napojami było też dużo... wspólnych wypieków. Chyba nie powinnam na tym blogu kusić na blogu taki pysznościami, jak np. ten tort, który upiekłyśmy z przyjaciółkami z okazji odwiedzin w Tarnowie i potrójnego świętowania urodzin, ale... jakieś focie przecież muszą być ;) Zwłaszcza, że mam w domu nowy piekarnik. A radość z takiego zakupu mogę porównywać tylko z lustrzanką!

Wraz z moim bratem chcieliśmy na pierwszy ogień upiec coś zdrowego z kaszy jaglanej. Wzięliśmy pierwszy lepsze przepis i  zrobiliśmy ciacho, które nikomu poza nami nie smakowało. Ale dla nas przypominało sernik cytrynowy i na pewno damy mu jeszcze drugą szansę ;) 



Dzięki temu, że wreszcie mam NORMALNY piekarnik z dolnym grzaniem, mogłam zrobić wymarzone ciasto marchewkowe. Przepis wzięłam od Book me a cookie i wyszło przepyszne! Idąc tokiem rozumowania, że kakaowiec to roślina, więc czekolada to sałatka można chyba stwierdzić, że takie ciasto to surówka ;) Zwłaszcza, że do posmarowania wierzchu użyłam odtłuszczonego serka Bieluch.



Na tym jednak nie koniec zdjęć. Od A Beautiful Mess dowiedziałam się o bardzo sympatycznym wyzwaniu: 100happydays. Polega ono na wykonywaniu codziennie, przez 100 dni, jednego zdjęcia tego, co wprawiło nas w stan zadowolenia. Fotografie można publikować na serwisach społecznościowych lub wysyłać organizatorom na maila. Więcej informacji (po polsku) znajdziecie na podlinkowanej stronie. Podjęłam się tego zadania, po po pierwsze to zawsze chciałam wziąć udział w jakimś fotograficznym wyzwaniu, ale wydawało mi się, że nie mam na to czasu. Po drugie – motywująco zadziałało na mnie zdanie, że 71% procent ludzi próbowało wykonać to zadanie, ale im się to nie udało z uwagi na... brak czasu. Dlatego stwierdziłam, że mój Instagram idealnie nadaje się do uwieczniania takich drobnych przyjemności. Teraz dwa razy bardziej staram się zauważać piękno wokół siebie, a publikowanie tych zdjęć jest moim miłym codziennym rytuałem. 

W marcu pisałam na blogu o tym, co mi daje blogowanie, podsumowałam luty, podzieliłam się także przepisem na jaglane brownie. Z książki Zamień chemię na jedzenie wyłuskałam 8 najciekawszych informacji i podsunęłam kilka propozycji na to, co kupić na przekąskę w każdym sklepie spożywczym. Dziękuję Life Managerce za polecenie tego ostatniego wpisu, bo dzięki temu przybyło mi wiele nowych czytelników :)

Moim muzycznym odkryciem miesiąca jest Fallulah, więc na koniec zostawiam Was z piosenką o motywującym do działania tekście. Pierwszy kadr na tym teledysku nie jest zbyt zachęcający, ale reszta jest intrygująca i pełna gimnastycznych akrobacji :)

CZYTAJ DALEJ
TOP