6 kwi 2014

Pozytywne podsumowanie – marzec


Po tym, co zaserwowała nam pogoda ubiegłego roku codziennie czułam taką wdzięczność, że w tym roku jest tak pięknie! Więcej energii, ciepełko, dłuższe dni – CZEŚĆ WIOSNA!



Moim celem na marzec było uczestniczenie w  co najmniej 12 zajęciach fitness (tak, żebym ćwiczyła 3 razy w tygodniu) i go osiągnęłam z małą nadwyżką :) Po raz kolejny w tym miesiącu odkryłam tę oczywistą oczywistość – im częściej ćwiczę, tym więcej mam chęci do działania praktycznie na każdym polu!


Gdybym miała wybrać jedno zdjęcie z ubiegłego miesiąca, to byłoby to poniższe. Symbolizuje ono te wszystkie rozmowy z przyjaciółmi i rodziną, których w marcu było wyjątkowo dużo.


Poza napojami było też dużo... wspólnych wypieków. Chyba nie powinnam na tym blogu kusić na blogu taki pysznościami, jak np. ten tort, który upiekłyśmy z przyjaciółkami z okazji odwiedzin w Tarnowie i potrójnego świętowania urodzin, ale... jakieś focie przecież muszą być ;) Zwłaszcza, że mam w domu nowy piekarnik. A radość z takiego zakupu mogę porównywać tylko z lustrzanką!

Wraz z moim bratem chcieliśmy na pierwszy ogień upiec coś zdrowego z kaszy jaglanej. Wzięliśmy pierwszy lepsze przepis i  zrobiliśmy ciacho, które nikomu poza nami nie smakowało. Ale dla nas przypominało sernik cytrynowy i na pewno damy mu jeszcze drugą szansę ;) 



Dzięki temu, że wreszcie mam NORMALNY piekarnik z dolnym grzaniem, mogłam zrobić wymarzone ciasto marchewkowe. Przepis wzięłam od Book me a cookie i wyszło przepyszne! Idąc tokiem rozumowania, że kakaowiec to roślina, więc czekolada to sałatka można chyba stwierdzić, że takie ciasto to surówka ;) Zwłaszcza, że do posmarowania wierzchu użyłam odtłuszczonego serka Bieluch.



Na tym jednak nie koniec zdjęć. Od A Beautiful Mess dowiedziałam się o bardzo sympatycznym wyzwaniu: 100happydays. Polega ono na wykonywaniu codziennie, przez 100 dni, jednego zdjęcia tego, co wprawiło nas w stan zadowolenia. Fotografie można publikować na serwisach społecznościowych lub wysyłać organizatorom na maila. Więcej informacji (po polsku) znajdziecie na podlinkowanej stronie. Podjęłam się tego zadania, po po pierwsze to zawsze chciałam wziąć udział w jakimś fotograficznym wyzwaniu, ale wydawało mi się, że nie mam na to czasu. Po drugie – motywująco zadziałało na mnie zdanie, że 71% procent ludzi próbowało wykonać to zadanie, ale im się to nie udało z uwagi na... brak czasu. Dlatego stwierdziłam, że mój Instagram idealnie nadaje się do uwieczniania takich drobnych przyjemności. Teraz dwa razy bardziej staram się zauważać piękno wokół siebie, a publikowanie tych zdjęć jest moim miłym codziennym rytuałem. 

W marcu pisałam na blogu o tym, co mi daje blogowanie, podsumowałam luty, podzieliłam się także przepisem na jaglane brownie. Z książki Zamień chemię na jedzenie wyłuskałam 8 najciekawszych informacji i podsunęłam kilka propozycji na to, co kupić na przekąskę w każdym sklepie spożywczym. Dziękuję Life Managerce za polecenie tego ostatniego wpisu, bo dzięki temu przybyło mi wiele nowych czytelników :)

Moim muzycznym odkryciem miesiąca jest Fallulah, więc na koniec zostawiam Was z piosenką o motywującym do działania tekście. Pierwszy kadr na tym teledysku nie jest zbyt zachęcający, ale reszta jest intrygująca i pełna gimnastycznych akrobacji :)

10 komentarzy

  1. Na ciasto marchewkowe i ja się czaję,ale jak narazie brak piekarnika:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W smaku to ono bardzo przypomina piernik, lecz fajne jest to, że jego słodycz jest głównie zasługą marchewki :) Oj, nie zazdroszczę braku piekarnika... Ale zawsze można umówić się ze znajomymi na wspólne pieczenie :)

      Usuń
  2. Podoba mi się Twoje podejście do ciasta marchewkowego :) Ja ostatnio robię drożdżowe na mące pełnoziarnistej, więc to nie ciasto, a chleb :)
    Życzę więcej tak pozytywnych miesięcy i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak masz jakiś sprawdzony przepis na ciasto drożdżowe na mące pełnoziarnistej to chętnie go poznam, bo jeszcze - poza pizzą - takiego nie piekłam :)

      Usuń
  3. 100 happy days nie jest czymś dla mnie - zapominam o tym. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się obawiałam, że będę zapominać, ale już chyba weszło mi to w nawyk :)

      Usuń
  4. O rany... szkoda, że nie wydajesz zaproszeń na spotkania z Tobą w towarzystwie ciacha i kawy. Powalczyłabym o jedno! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to mi miło! Mój brat mówi, że mogłabym otworzyć taką kawiarnię, w której sprzedawałabym "ciasto dnia". Hehe, pomyślę nad wydawaniem takich zaproszeń! ;) Są przecież np. takie kluby kolacyjne :)

      Usuń
  5. zapraszamy również na bloga http://www.forfitshape.blogspot.com/ ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo proszę o niezamieszczanie tego typu komentarzy, ponieważ nie jest to przestrzeń reklamowa.

      Usuń

TOP