29 cze 2014

3 konferencje TED o jedzeniu i odchudzaniu – naprawdę mocne!

Czy znacie konferencje TED? To takie mini-wykłady wygłaszane przez specjalistów w danej dziedzinie, pasjonatów, pomysłodawców różnych inicjatyw i ludzi dzielących się swoim doświadczeniem. Hasłem przewodnim tych wystąpień jest: Ideas worth spreading, czyli Idee warte propagowania. Jakiś czas temu pobrałam sobie aplikację mobilną, dzięki której mogę je poznawać nawet podczas podróży zatłoczonym autobusem. Chciałabym przedstawić Wam 3 konferencje, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Nie są one bynajmniej nudnymi wykładami - to wartkie przemowy z działającymi na wyobraźnię przykładami. Zapraszam do oglądania!



1. Przemówienie, które wywołuje opad szczęki. Jeśli chcecie zobaczyć, jak wygląda trumna dla otyłego człowieka, lub w jakim czasie dziecko w szkole zjada taczkę cukru (i na dodatek skąd ono pochodzi) oraz jak młodzi amerykanie rozpoznają podstawowe warzywa i owoce, to obejrzyjcie koniecznie. Prezentacja nie tylko wywołuje ogromne emocje i jest oratorskim popisem Jamiego Oliwera, ale także przekazuje niesamowicie ważny problem jakim jest kompletna nieumiejętność... odżywiania się wśród najbardziej otyłych mieszkańców świata. Jestem ciekawa, czy Waszym zdaniem to zjawisko zaczyna dotykać również Polskę?

Czas trwania: 21.50 min, polskie napisy.

2. Dlaczego diety zwykle nie działają? Odpowiedzi na to pytanie udziela kobieta-neurobiolog, która nie tylko dzieli się swoimi własnymi doświadczeniami, ale też naukowymi badaniami na temat funkcjonowania mózgu i reszty ciała. Ten krótki wykład był dla mnie dość przytłaczający, ale na końcu prelegentka jednak wskazała, co jest światełkiem w tym tunelu ;)

Czas: 12.42 min, brak polskich napisów (ustawiłam angielskie dla lepszego rozumienia, to świetna nauka!)

3. Facet (tak nawiasem - Mark Bittman, znany z The New York Times), który nie był, ani nie zamierza być wegetarianinem mówi o tym, dlaczego powinniśmy jeść mniej mięsa. Skupia się głównie na ekonomicznych i ekologicznych czynnikach. Przytaczane dane i przykłady dotyczą USA, ale jeśli uznać, że świat jest globalną wioską, to w dużej mierze odnoszą się one także do europejskich realiów. Jeśli chcecie wiedzieć:
- ile antybiotyków jest przepisywane w USA ludziom, a ile zwierzętom,
- dlaczego kiedyś margaryna była różowa,
- ile mięsa powinno się jeść tygodniowo,
oraz poznać błyskotliwie opowiedzianą historię żywienia w USA, to koniecznie obejrzyjcie to wideo.

Czas: 20.03 min, polskie napisy.
CZYTAJ DALEJ
23 cze 2014

Nie nadaję się na blogerkę

Troszkę zazdroszczę osobom, które żyją z blogowania. I podziwiam tych blogerów, którzy poza "normalną pracą", życiem rodzinnym itd. potrafią zorganizować się tak, by często publikować wpisy. Ja niestety tego nie potrafię.



Od końca kwietnia nie pojawił się tutaj żaden post. Jest mi trochę głupio z powodu tej nieobecności - jeśli następnym razem będzie się na taką zapowiadało, to poinformuję Was o tym. Bo według mnie jedną z najistotniejszych cech blogowania jest kontakt z czytelnikami. A takie zniknięcie bez słowa wyjaśnienia to niepoważne traktowanie.

Mimo marudnego tonu powyższych akapitów, w jednym zdaniu użyłam czasu przyszłego. Bo nie zamierzam rezygnować z blogowania. Choć przyznam, że myślałam o tym. Ale nie tak na serio ;) Za bardzo lubię to uczucie, gdy już jestem w trakcie pisania. Gdy pojawiają się nowe komentarze. I ta satysfakcja, gdy komuś podoba się to, co przygotowałam! Swoją drogą, pisałam już kiedyś o tym, co mi daje blogowanie.

Jak w takim razie dalej sobie to wyobrażam? Myślę o tym, by wprowadzić pewne zmiany :) A jak to ze zmianami bywa, trzeba zacząć robić coś inaczej albo zrezygnować z jednego na rzecz drugiego. Dlatego aby publikować na blogu częściej niż raz w miesiącu ;), chciałabym zrezygnować z niekonstruktywnego perfekcjonizmu.* Zarówno prowadzenie tego blogu, jak i całe moje dążenie do wymarzonej sylwetki to zmaganie się z przekonaniem, że jeśli nie robię czegoś doskonale, to wcale nie warto tego robić. W związku z tym chcę sobie dać więcej luzu przy tworzeniu postów. Mniej cyzelować każde zdanie, by nie narazić się na negatywne opinie. Pozwolić sobie na pisanie o tym, co w moim mniemaniu nie pasuje psychologowi - jeśli uznam to za ważne. Zaufać swoim przemyśleniom, wiedzy, doświadczeniu.** Robić więcej zdjęć do postów telefonem - ciężko mieć zawsze pod ręką lustrzankę ;) 

Mam nadzieję, że wszyscy coś na tym zyskają - ja i Wy, moi czytelnicy! A teraz zabieram się za pisanie bardziej treściwego wpisu :)



* Ależ on mi utrudnia życie! Napiszę o tym kiedyś.
** Wiecie, że zawsze, gdy przychodzi mi do głowy pomysł na jakiś psychologiczny post, to od razu myślę o tym, jakie książki lub artykuły powinnam sobie przypomnieć/przeczytać/pożyczyć/kupić aby go napisać?...
CZYTAJ DALEJ
TOP